9 mcy – przegląd

Dodano 25 września 2009, w Bez kategorii, przez popiatej







Zacznę
od stanu uzębienia… Fascynująca sprawa ;} W dziewiątym miesiącu ilość mleczaków u trojaków wygląda
następująco: Karolina zębów się jeszcze nie dorobiła, Filipowi pierwszy
ząb wyszedł w niedzielę podczas wycieczki do ogrodów botanicznch w
Chicago, Gabrysi jako pierwszej dwie dolne jedynki w piątek tydzień temu.

Obyło się bez większych problemów, w zasadzie Gabrysia zaskoczyła mnie
zupełnie. Obudziła się rano z zębami i już. Kiedy Kubie przeżynał się pierwszy
ząb trzy lata temu, przez dwie noce nie spaliśmy ani my, ani sąsiedzi. Było to
przeżycie porównywalne do sztormu. Tym razem zęby po prostu pojawiły się i
tyle. Filipowy ząb wyrósł niezauważalnie gdzieś pomiędzy ogrodem
angielskim a japońskim podczas niedzielnego zwiedzania w znakomitym
towarzystwie państwa M, ich potomków oraz niezastąpionej babci D.
Dzieciaki mówią sporo.

Największą gadułą jest Karolina. Ma nie tylko największy zasób słownictwa ale
też najczęściej go używa (a właściwie to zależność jest chyba odwrotna – dużo
miele językiem, próbuje, ćwiczy to i zasób słownictwa jej się poszerza).
Gaworzy pod nosem, przechodzi od szeptu do krzyku i tak na zmianę. Do monologu
Tola dołącza śmieszne miny, boki można zrywać. Ona naprawdę opowiada. Z
przekonaniem. Kiedy jest zła, mruczy pod nosem przez zaciśnięte zęby, mina
marsowa, zerka spod oka, aby za chwilę totalnie zmienić nastrój i uśmiechniętą
od ucha do ucha, wykrzykiwać tata, daj!



Karolina
lubi małpować zachowania innych. Przy śniadaniu, jeśli nie ma ochoty na gruszkę
z kaszką, zaciska usta i zaczyna energicznie kręcić głową na boki na nie.
Podpatrzyła u starszego brata. Żółw-zabawka, jaką Karolina ma w swoim łóżeczku
ma śmiesznie przekręconą na bok głowę. Karolinka w pozycji siedzącej też skręca
głowę tak, żeby patrzeć żółwiowi prosto w oczy. Lepsza płaszczyzna odniesienia?

Karolina
wagowo mieści się w 25 centylach. Jest drobna, smukła, waży nieco ponad osiem
kilogramów.

Czasami wydaje mi się, że Karolinka to dorosła osoba w przebraniu dziecka. Nie
wiem na czym to polega, ma takie dorosłe spojrzenie i wyraz twarzy.

Filip to nadal najszczęśliwsze dziecko pod słońcem.
Wiecznie uśmiechnięty, zadowolony ze wszystkiego, towarzyski, do każdego
wyciąga ręce i jest wniebowzięty kiedy bierze się go w ramiona. Lubi się przytulać.
Ma śmieszny nawyk głaskania ludzi. Biorę go na ręce a on automatycznie zaczyna
głaskać, zataczać rączką kółka na moim ramieniu, plecach. Tata, który też
uwielbia przytulanki, przechwytuje Filipa kiedy tylko może. Zgrali się. Ojciec
jest w siódmym niebie, głaskany przez swojego dziewięciomiesięcznego
niemowlaka-też-przytulankę ;)

Filip mówi daj, dada, baba, ba, adi, ada.

Zdarza się, że przechodnie na spacerze nie dowierzają, że
trójka dzieci w wózku to trojaczki w jednym wieku. Filip z wyglądu przypomina
raczej starszego brata niż rówieśnika dziewczynek. Siedzi pośrodku jak olbrzym
na tronie i szczerzy zęby (przepraszam, zęba szczerzy) do
wszystkich. W siatce centyli prawie nie mieści się już w swoim przedziale
wiekowym. Waży 13 kilogramów.

Gabrysia potrafi celnie i skutecznie trafiać do buzi
rączką z jedzeniem. Jest nadal uosobieniem łagodności i spokoju. Nie, nie mogę
napisać, że jest dzieckiem idealnym bo byłoby to krzywdzące dla pozostałych
urwisów. No dobra, to nie bedę tego pisać ;) Gdybym miała tylko
Gabrysię, podejrzewam, że umarłabym z nudów. To dziecko nie wymaga opieki w
ogóle! OK, czasami trzeba ją wykąpać i przebrać. I podać butlę. Tyle. Pozostałą
część dnia Gabrysia spędza na byciu grzeczną ślicznotą przyglądającą się
urokliwie urokliwemu światu.

Gabrysia waży 10 kilogramów. Mówi dużo a do tego
śpiewa. Ma piękny, donośny głos. Brzmi niskim altem kiedy opowiada historie
rodzeństwu.

Kuba, który za dwa miesiące będzie czterolatkiem, odkrył emocje i lubi się
z nami dzielić swoimi uczuciami. Mamusiu, kocham Ciebie na zawsze
rozbraja mnie skutecznie za każdym razem. Jest wyściskiwany i wycałowywany co
chwilę bo słodki się zrobił jak łyżka miodu. Lubi rozmawiać, śpiewać, tańczyć,
przytulać się (nowość).

Opowiada niestworzone historie, czasami nieźle potrafi
mnie nastraszyć „widząc” ducha za oknem. Wczoraj wieczorem po wyjściu z wanny
zapytał kto go tak woła za oknem po ciemku. Zgłupiałam bo ja nie słyszałam
zupełnie nic, a już na pewno żadnego wołania imienia Kuby…

Nie zawsze nadążam z podręcznym kajetem, w którym
zapisuję teksty Kubusia. Młody śmiga nimi na prawo i lewo w ciągu dnia, potem
często zapominam. Ale zapisuję co się da, bo śmieszna jest nauka języka i
neologizmy, jakie dzieci wymyślają w tym wieku. Szczególnie chyba dzieci
wielojęzyczne, mieszające słowa, dodające koniugację tam gdzie jej być nie
powinno (Czy lubisz fish-y? Nie chcę ubierać shoes-ów!), gubiące
się w wyjątkach i zasadach polszczyzny (poiszłem [poszedłem]),
wymianie ch na sz i podobnych (trocheckę, sucharka),
przestawiających samogłoski i całe wyrazy (juszczarka, benzyna
stacjonowa
). Jak dla mnie fascynujące.

W angielskim tych błędów jest
jeszcze więcej. Dla Kuby nadal polski jest językiem głównym, pierwszym.
Angielski rozumie i posługuje się nim, ale na poziomie podstawowym. Nie
dorównuje płynności w mówieniu swoim amerykańskim kolegom z przedszkola.

Trojaczki uwiecznione w dniu ukończenia 9-ciu miesięcy.

Otagowane:  

Crazy is my life…

Dodano 20 lipca 2009, w Bez kategorii, przez popiatej

…jak u Golec uOkiestra.

Czasami rzeczywiście bywa u nas crazy. Tak jak w sobotę. Ja z Karolinką jeszcze w szpitalu, czekamy jak na szpilkach na wypis po piątkowej operacji dwóch Tosinych przepuklin. W domu mąż miota się z resztą dzieci, starszy syn powinien już dawno drzemać i odpoczywać przed popołudniową imprezą, Gabrysia z Filipem ząbkują, kichają, smarkają, o dziesiątej przyjeżdża pani K. do sprzątania i nie wie od czego zacząć, taki chaos dokoła. Pies wymiotuje, telefon dzwoni bez końca, lodówka pusta…. Crazy, crazy is our life.  

No ale nic nie trwa wiecznie. Pogoda się psuje, co zmusza doktora do zakończenia gry w golfa, przyjazdu do pracy na jedenastą i wypisania Karolinki. Dzięki, chmurko! Wracamy z pacjentką do domu. Biorę prysznic po nieprzespanej na szpitalnej pryczy nocy, pakuję prezenty urodzinowe, torby z jedzeniem Gucia, tudzież z odzieżą kąpielową, osobistą i zmienną wierzchnią dla obu panów, ubieram Filipa, Kubę, i jadę z chłopakami na przyjęcie urodzinowe przyjaciela z przedszkola. Chmurki już nie ma, słonko świeci, blado-bo-blado, ale dzieciaki w najlepsze chlapią się w basenie i walą po głowach.  

Kuba udowadnia po raz kolejny, że do dzieci z grupy nieśmiałych, takich co to na uboczu kurczowo maminej trzymają się spódnicy, on należeć definitywnie nie będzie. Powiedzmy tylko, że ON dobrze się bawił. A ja? No cóż, trochę się wstydu najadłam. Będzie nad czym pracować przez lato – bo można by przecież trochę ciszej i ogólnie trochę mniej Kubusia dokoła…

W niedzielę wcześnie rano, spakowani w cztery tobołki, aparat i obiektywy, wyruszamy w trasę 5-kilometrowego biegu obok (za) 8 tys. ludzi z mojej firmy. Zjechało toto do M.  z całych Stanów na okoliczność corocznej imprezy propagandowej prania mózgów. Bieg jest częścią tej szopki, a my w niej… dobrowolnie uczestniczymy. Jak co roku od 8 lat. Już po kilku krokach Kuba obwieszcza, że musi siku, w związku z czym zatrzymujemy siebie oraz wóz trojański i szukamy ze starszym ubikacji. Trochę to trwa, trwa i trwa, więc po wyjściu widzimy już tylko plecy biegnących. Daleko przed nami. Jesteśmy na szarym końcu. Skracamy sobie trasę na ukos po trawie, nie chcemy być ostatni, żeby nie skupiać na sobie uwagi. Chcemy wmieszać się w tłum.     

Marzenia ściętej głowy. Ostatni czy nie, uwagę na sobie skupiamy. Na mecie witają nas brawami. Po raz pierwszy chyba czuję się jak celebrity. Kiedy przekraczamy linię mety, konferansjer obwieszcza przez megafony, że oto trojaczki ukończyły bieg, że brawa dla mamy, rozlega się burza oklasków, trzech firmowych fotografów (z całkiem dobrym sprzętem, obiektem moich westchnień) robi nam zdjęcia, prosi o uśmiechy, każe pozować. W tle brawa, okrzyki… A ja myślę tylko o tym, że trzeba było wstać o 5-tej i jednak zrobić ten makijaż, teraz w firmowym intranecie będę oglądać swoje zdjęcia na żywca! Kubuś jest nachmurzony, nie podoba Mu się ta cała feta na cześć trojaczków. Jedna pani zagaduje go o śmieszne, kolorowe buty, jakie ma na nogach (dzięki ci, kimkolwiek byłaś, rezolutna kobieto!) i dopiero to poprawia Mu nieco humor. Potem dostaje jeszcze ciastko, dwa i już jest lepiej.

Maluchy skończyły wczoraj siedem miesięcy. Oto skrót najnowszych wiadomości (wiem, ślepa zauroczona matka, zero obiekywizmu, wiem, wiem. Ale mój to pamiętnik, i o moich to dzieciach, więc wolno mi!).

Filip jest piękny i siedzi. Gabrysia jest piękna i śmieje się ze wszystkiego jak szalona. Karolinka jest piękna i  w piątek po operacji powiedziała po raz pierwszy „mama”!! Bujałam ją niemal cały dzień w szpitalu, wtuloną w moje ramiona, biedną w bólach od nacięć, cichutką, spokojniutką, poważną. Ona wpatrzona we mnie jak w obrazek, zauroczona i widać zachwycona tą niespotykaną sytuacją – tylko Ona i mama! Tak blisko, razem, tak dobrze, błogo i ciepło. Wpatrzona tymi wielkimi, pięknymi oczyskami, wtulona wyszeptała dwa razy maamaa i serce podeszło mi do gardła, gula puściła i sobie zapłakałam. Moja kochana, dzielna kruszynka… Kuba jest piękny i (znów) cudowny z młodszym rodeństwem. Uwielbia Filipa. Nierówno dzieli swoje zainteresowanie, nierówno okazuje uczucia, zawsze dla Filipka jakoś więcej ma serca, więcej zainteresowania i zrozumienia kiedy na przykład Gucio głośno zapłacze podczas JEGO bajki. Wymarzony starszy brat dla Filipa. A może to genetyczna męska solidarność? Bo kiedy gramy, jak co niedziela, w badmintona w ogrodzie, czy w wojnę wieczorami po kąpieli, Kuba z jakiegoś nieznanego mi powodu uważa, że tylko On albo tata mogą wygrywać. Jak wygram ja, to jest wielkie halo. Muszę się temu przyjrzeć z bliska i podpatrzeć (podsłuchać?), czy aby nie działa tu jakaś perswazja odgórna (taka z metra osiemdziesięciu czterech, na przykład).      

Zrobiłam dziś rezerwację na polu namiotowym, od środy ma być słonecznie, pogodnie i ciepło! Jedziemy na wczasy :) 

Na całe 3 dni.



Otagowane:  

  • RSS