Jak wstajesz rano to co jest pierwsze

Dodano 31 stycznia 2011, w Bez kategorii, przez popiatej


Złe samopoczucie, czy informacja o nim?

Pięć miesięcy pobytu w Polsce minęło wczoraj i mam taką sprawę… Postuluję aaaaaaby: zaprzestać uporczywego wmawiana Polakom, że BIOMET NIEKORZYSTNY!

Bo jak my mamy normalni być jeśli od rana w mediach wmawia się nam bezpardonowo, że dzień nadaje się do kosza!?

I tak w koło macieju, słyszę od listopada. Może ja zbyt długo w kraju nie byłam ale ciężko mi zrozumieć po co komu tego typu informacja. Ma nas usprawiedliwić, rozgrzeszyć, pocieszyć, że inni też lepiej nie mają? Psychoza działa. Już nie trzeba chcieć bo czary-mary i jest na co zwalić, że nic się nie chce. Może by tak pominąć meterologiczne wmawiactwo narodowe i zobaczyć co będzie pierwsze? Jajko czy kura?

Uśmiechu i kolorowego dnia na przekór życzę :)

 

Poświątecznie – niekoniecznie

Dodano 27 stycznia 2011, w Bez kategorii, przez popiatej



W sobotę pojechaliśmy na wycieczkę do Zatoru do parku św. Mikołaja.

Miejsce zapewne urocze w okresie przedświątecznym, w końcu stycznia było średnio pociągające. Nie te klimaty :) Zestawienie obok siebie kilkunastu ogródków amerykańskich z migającymi światełkami, figurkami oraz nad wyraz kolorowymi bałwankami. Déjà vu? Trochę tandetnie, trochę zimno ale prawdziwego Mikołaja i dwa wychudzone renifery zobaczyliśmy. Dla dzieci wielka radocha a w końcu po to tam pojechaliśmy.

Polecam na grudzień 2011. Nie wcześniej, nie później :)














 

Nie do poznania

Dodano 25 stycznia 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

Kuba jesienny i
Kuba dzisiejszy to ogień i woda.

Odmienione dziecko.
Spokojne, pokojowo nastawione do świata, grzeczne jak baranek, miłe i uczynne
dla rodzeństwa, kochane i do rany przyłóż. Powszechny dowód na to, że jaki rodzic
takie dziecko. Mniej emocji, mniej zmian i nerwówy w domu, spokojniejsze i
normalniejsze dziecko na stanie.

Jak już było
naprawdę źle, siegnęłam po dawno nieodwiedzane „Stres dziecięcy” i „Jak mowić,
by dzieci słuchały, jak słuchać, by dzieci mówiły”. Siegnęłam, poczytałam i …
się zamknęłam.

Bo do tego mniej więcej sprowadza się Magiczna Wskazówka. Nie
gadać, nie pytać(!), nie podpowiadać, słuchać za to, słuchać tak naprawdę nawet
jak rozprawa moooocno przydługa i na tematy, powiedzmy, wysoko abstrakcyjne. Potakiwać
że tak, naprawdę? uhm i co wtedy? Z czasem dowiesz się wszystkiego. Jak zapracujesz :)  

Do tego z humorem, z przymrużeniem oka, bez natrętnego pedagogizmu rodzicielskiego. Przytulać, nagradzać konsekwentnie, całować,
ocierać łzy radości, złości i bezsilności.
Być.

I się udało.

Jakiś tydzień
temu przy odbiorze Kubusia z przedszkola pani wychowawczyni potwierdziła to, o
czym wiedziałam już od kilku tygodni – okres agresji ZA Kubą. W przedszkolnej
grupie jest obecnie wzorem do naśladowania. Ach, jak ja spuchłam z dumy! 

Mam w domu dziecko powtarzające kilka razy dziennie „zostaw mamo, ja się tym
zajmę” (porządkowanie zabawek), „choć Filipku, ja Ci poczytam” (do
zrozpaczonego Filipa domagającego się na okrągło czytania [gdy rodzice już nie mogą/nie chcą]), „przepraszam,
proszę, nie szkodzi, nie spiesz się Mamo, wiem, że jesteś zajęta…”

Ha. Takiego
mam syna.

Jego zachowanie
stało się nagle dorosłe, racjonalne, rozmawiam z Nim całkiem inaczej niż z
czteroletnim Kubusiem. Nie staram się już [bo nie muszę] tłumaczyć świata na
język dziecka, pięcioletni chłopiec rozumie jak działa świat i stara się żyć z
nim w zgodzie.

Wyrósł z trudnego
okresu i modlę się po nocach aby podobny szybko nie wrócił.

Co do reszty pacholęctwa
- do pięcioletniego pogodzenia ze światem (i ze sobą nawzajem) jeszcze im
Bardzo Daleko. Dosłownie i w przenośni…

 

Kuse spodnie po młodszych siostrach

Dodano 20 stycznia 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

i niebieskie skarpety w paski do kierpców – czyli co zapamiętam z pierwszych Jasełek Kuby :)

Oprócz tego, że się poryczałam z dumy i wzruszenia, naturalnie.











 

Właśnie się zaczął

Dodano 4 stycznia 2011, w Bez kategorii, przez popiatej


Bunt dwulatka.
W wydaniu pełnym RAZY trzy.

Co ja gadam! DO POTĘGI. Dziatwa walczy o dominację nie tylko ze mną ale przede wszystkim ze sobą nawzajem. Jest płacz, awantura, pisk, histeria, bunt, złość, ślepy upór, popychanie, wydzieranie, zazdrość i walka o dwa kolana mamy. Jest krzyk, jest gryzienie(!), bicie po plecach, po głowie. Jest wymuszanie płaczem, zaprzeczanie, odmawianie. Mam wrażenie, że dopiero co przerabialiśmy to ze Starszym Bratem…

Chciałoby się opisać to i owo, świątecznie-sylwestrowo, ale jedyne co przychodzi mi do głowy to, że współczuję wszystkim gościom, jacy przewinęli się przez nasz dom w grudniu. Ci, co dopiero planują potomstwo przemyślą zapewne po raz drugi, czy aby w ogóle WARTO. Ci, co już swoje przeszli i odchowali, wychodząc stąd wzdychali z poczuciem ulgi, że TO już za nimi, nie ich problem i w ogóle.



Nie jest dobrze. Jadę na rezerwie cierpliwości i energii. 24/7. Bez przerwy, bez oddechu.

Sama tego chciałam i nadal chcę. Tu nic się nie zmieniło od kiedy przekonałam się na własnej skórze o ile łatwiej jest nie pracować zawodowo będąc mamą. A jednak ostatnio fizycznie i emocjonalnie nie wyrabiam. To taki gorszy czas. Przejściowy, miejmy nadzieję. Mam oczy dokoła głowy a i tak nie jestem w stanie ich upilnować. Psocą ile sił w rączkach a dobrane w team mają TAKIE pomysły, że strach się bać. Jedno otwiera drzwi i ucieka z domu w rajtkach, gonię pierwsze, drugie w tej samej chwili sięga do szuflady z nożami, trzecie postanawia sprawdzić stan czystości muszli a czwarte – jak chore – woła z góry, że musi szybko do muszli właśnie… Szkoła przetrwania. Modlę się co dnia, żebyśmy wszyscy przeżyli.

I powtarzam sobie w myślach, że to chwilowe, że będzie lepiej, łatwiej. Już niedługo. Zaklinam :)

Wprowadzam też zmiany. Siedzenie w domu (bo chorzy oni, bo chora ja, bo goście, bo święta, bo urodziny, bo gotowanie i pieczenie, bo zlecenia) też nie pomaga. Zaniedbałam je bo ciągle było coś innego do zrobienia. Za dużo. Znudzone i znużone doprowadzają dom do ruiny. Powietrza nam potrzeba. Nowy rok – będą zmiany priorytetów :)

 

  • RSS