Świat na biało opakowany

Dodano 30 listopada 2010, w Bez kategorii, przez popiatej

Dziś rano zaliczyłam pierwszą glebę tego sezonu, wyłożyłam się jak długa :( Stłuczone biodro, ledwo chodzę po domu a trzy pary sanek czekają pod drzwiami… 

Za to wczoraj – bez sanek ale ze sprawną kończyną – było tak jak widać poniżej. Dzieci + Śnieg + Kulki + Pies = Bajka.

 




 

Jutro środa więc będzie o modelkach

Dodano 23 listopada 2010, w Bez kategorii, przez popiatej


W jutrzejszym odcinku Tap Madl dziewczyny wyjadą ponoć do Mediolanu by sprawdzić się na światowych wybiegach. Zobaczymy kto da ciała i kto odpadnie. Papierska przepiękna jest, no ale…  

A u nas, no cóż… Wybieg wprawdzie nie-światowy i krótszy – bo tylko dokoła kominka – a jednak nasze dziewczyny na urodzinach Najstarszego Brata ćwiczyły modelingowanie jak się patrzy. Biegały na obcasach jak szalone!


 

Wyczekane. Doczekane.

Dodano 6 listopada 2010, w Bez kategorii, przez popiatej

Chodzę sobie dokoła, uśmiecham się w myślach i wobrażam, jak to będzie zasiąść tu do Wigilii. Już całkiem niedługo. 


Jeszcze żyrandol, zasłony, obrus, mam nadzieję zdążyć ze wszystkim przed Gwiazdką. Ale czy się uda? Na meble do jadalni czekaliśmy prawie dziesięć tygodni.


W naszej rodzinie rozpoczynamy sezon przyjęć. Dietę oficjalnie zawieszam do stycznia :) Dziś sześć lat skończył Baton, za dwa tygodnie piąte urodziny Kubusia a dziewiętnastego grudnia drugą rocznicę urodzin świętować będą Karolina, Filip i Gabrysia. Później Wigilia, Boże Narodzenie, sylwester. Czekam i cieszę się na całe to zamieszanie i goszczenie, jakie przede mną.

Chodniki już położone, większość dywanów także,
wytłumione głosy nie odbijają się od ścian, echo nie dudni w domu. Jest
coraz bardziej przytulnie i coraz… ciaśniej.


Meble do sypialni dziecięcych dojechały również. Dziewczynkom tak zazdorszczę pięknych mebelków, że mam ochotę sama tam zamieszkać :)






Teraz, kiedy nareszcie mamy wszyscy na czym spać, czym się poruszać,
wiemy co, gdzie, jak i za ile, zaczynam czuć się stąd. Tylko odrobinę, ciągle przecież gubię się w okolicy, choć pani w piekarni już mnie poznaje więc jednak nie jestem tak do końca obca.

Pytania znajomych o Polskę nadal wprawiają mnie w zakłopotanie. Nie wiem, co odpowiedzieć. Wydaje mi się, że El Dorado to jest tutaj ale wiem, że mało wiem. To, że mi dobrze nie znaczy, że innym też. Choć z drugiej strony dziwi mnie skupianie się na tym, czego nie ma i niedostrzeganie tego, co jest. Na przykład to, że rodzice małych dzieci uważają, że mają w Polsce źle. Dla mnie niespotykany to widok, żeby w salonie meblowym lub w co trzeciej średnio restauracji/kawiarni był plac zabaw lub kącik dla maluchów. Ameryka przynajmniej pod tym względem nie dorasta Polsce do pięt. Tam z dzieckiem na playground to sobie można pójść do McDonalds. I tyle.

A skoro domek powoli urządzony, brzuszki pełne i wyspane, i na głowę się nie leje
to można wymyślać nowe potrzeby. Zresztą wcale nie nowe,
bo akurat TE potrzeby mamy od zawsze i to spotęgowane przez lata
tęsknoty za stracnym. Straconą. Ojczyzną. Potrzeby kulturalne. Za którymi, oj tęskniło się. 

Kino Pod Baranami dla Kuby, biblioteka i współczesna literatura europejska dla mnie, Dworek Białoprądnicki i zajęcia kreatywki dla trojaczków (lub raczej zajęcia fitness dla mnie – tańczenie z trzema dwulatkami na rękach naraz… uffff!). Na krakowskim cmentarzu pogubiliśmy się w niedzielę ale za to spotkaliśmy "Klanową Kingę" i wymieniliśmy uwagami o podwójnych wózkach. Nie wiedziałam, że ma bliźniaki.  


Grób cioci męża w końcu znaleźliśmy. Dla Kuby wielka zmiana, nie ma Halloween, jest cmentarz, znicze, kwiaty, tłumy ludzi. Zasmuciło Go bardzo, że ludzkie ciała chowa się po śmierci pod ziemią (lub spala), przestraszył się, ocierał ukradkiem łzy,
źle i za szybko Mu to tłumaczyłam. Namieszałam Mu w głowie niemało.

Do Jego problemów dojdzie jeszcze i to.

Szkoda mi Go. Zrobił się wybuchowy, agresywny, nerwowy i bardzo zazdrosny. Zdaję sobie powoli sprawę, jak bardzo było Mu ostatnio źle. Od
roku nie robi nic innego jak się pakuje, rozpakowuje, zmienia
przedszkola, przyjaciół, domy, kraje i języki… Zestresowany jest na maksa i
dopiero teraz wszystko to wychodzi w Jego zachowaniu. Ręce opadają mi z
bezsilności. Doszło do tego, że obawiam się Jego powrotów z przedszkola bo przeważnie wraca stamtąd krzyczący i bijący urwis, nie Kubuś.

Nie wiem, jak do Niego dotrzeć. Boję się
odezwać bo znowu się okaże, że coś nie tak powiedziałam, nie ta intonacja, nie to słowo i na mnie nakrzyczy albo
kogoś uderzy albo się zamknie w sobie i ucieknie z płaczem… Mam wyrzuty sumienia jak
stąd do Australii a z drugiej strony czuję jak mi się włosy jeżą na
głowie na niektóre jego odzywki i mam ochotę sprać Mu tyłek na kwaśne jabłko za tak naganne
zachowanie.

Chcę i muszę Mu pomóc bo jest źle. Na początek spotkałam się z panią z przedszkola, aby opracować wspólną strategię.

Dzisiaj rozpakowując kolejne kartony znaleźliśmy stare albumy ze zdjęciami Kubusia z pierwszych tygodni po porodzie. Kuba oglądał je z wielkim zaciekawieniem, rozkleił się niemożliwie patrząc na siebie malutkiego w ramionach mamy. A potem strzelił i prawie mnie tym zabił: "wtedy byłem ostatni raz szczęśliwy"….

Normalnie szczęka mi opadła i postanowiłam, że złą matką byłam dając Mu rodzeństwo. Przesadzam, wiem, nie to dokładnie miał na myśli a jednak jest to jakimś odzwierciedleniem tego, co siedzi w Jego głowie. Smutny, samotny i zagubiony pięciolatek na codzień odreagowuje emocje agresją i złością na nas, na świat i szczególnie na rodzeństwo. A ja coraz częściej myślę sobie, że wychowanie czwórki dzieci na dobrych, mądrych i szczęśliwych ludzi to będzie nie lada wysiłek. Bo jak ja z jednym pięciolatkiem mam takie problemy to co będzie za lat kilka jak reszta dojrzeje?   

Niedługo wyprawiamy Kubie w Anikinie mega-przyjęcie urodzinowe dla kolegów z przedszkola. O ile normalnie nie cieszą mnie takie spędy dla obcyh dzieci, o tyle w tym roku wierzę, że Kubie jest to naprawdę potrzebne. Wyróżnienie i coś ekstra. Żeby poczuł się znowu najważniejszy, najmądrzejszy i najlepszy na świecie.  

 

W tym odcinku Gabrysia demonstruje jak (nie) jeść

Dodano 2 listopada 2010, w Bez kategorii, przez popiatej


Jedzenie w wykonaniu Gabrysi to najczęściej napychanie się, brudzenie dokoła, pożeranie całych kęsów na czas i wykradanie innym. Nie mogę się nadziwić jakim cudem ta urocza, delikatna dziewczynka przeistacza się nagle w wygłodzonego wilka za każdym razem, kiedy stawiają przed Nią talerzyk z jedzeniem.


Sztućce okazują się zbędne…


Gdzie Jej się to wszystko mieści??  

 

  • RSS