W nogi!

Dodano 23 sierpnia 2010, w Bez kategorii, przez popiatej


Do zobaczenia po drugiej stronie rzeki…

 

One silly boy…

Dodano 17 sierpnia 2010, w Bez kategorii, przez popiatej






Oraz dziewczynka z arbuzem, co z bratem jedzeniem się podzieliła.

I może nie byłoby w tym nic godnego uwagi, gdyby nie chodziło o Gabrysię. Gabrysię – chomika, która swojego strzeże jak oka w głowie a znana jest również z tego, że podkrada jedzenie innym dzieciom…

Widocznie arbuz był niedobry, twierdzi mąż :)

 

W gościach bywamy, wrażenia pozostawiamy

Dodano 16 sierpnia 2010, w Bez kategorii, przez popiatej

Pytanie tylko – jakie? :)














 

Małe i cieszy

Dodano 12 sierpnia 2010, w Bez kategorii, przez popiatej

Temperatura odczuwalna za oknem to podobno 42 stopnie Celsjusza. Nie wiem, nie sprawdzałam – boję się.

Dziś odpoczywamy w domu. Nadganiam z pakowaniem, robię zdjęcia dzieciom, bawię się w przymierzanie ubrań sprzed lat, w które nareszcie się mieszczę. No dobra, nie we wszystkie… Ale i tak mam radochę :)


 

Zdjęcia. Zajęcia.

Dodano 5 sierpnia 2010, w Bez kategorii, przez popiatej


Czas płynie nieubłaganie szybko. Zostało dwadzieścia dni do przeprowadzki a nam wciąż przybywa rzeczy do załatwienia. Wszystkie dzieci są chore i na antybiotykach. Z chłopcami musimy przed wylotem pojechać do szpitala na badania. Kuba będzie miał robione USG brzucha, Filip tomograf głowy. Niby nic poważnego ale pokażcie mi matkę, która nie przejęła
by się badaniami własnych dzieci…

A ponieważ przy pomiarach głowa Filipa wyszła doktorowi za duża, po powrocie do domu w ruch poszła maszynka i nożyczki. Filip ma pięknie jasne i gęste włosy. Chciałam Mu zapuszczać na długość do ucha. Ale samej wydawało mi się czasami, że od tej burzy włosów Jego głowa wydaje się jeszcze większa. No to teraz będzie krótko. Dla mojego spokoju :)

Niełatwo pozamykać za sobą mnóstwo
otwartych przez lata drzwi. Praca, banki, konta, fundusze, pożyczki, karty, ubezpieczenia, paszporty, rachunki, meble, mieszkanie, auta, przedszkole, lekarze, kluby i stowarzyszenia, podatki, zaświadczenia, recepty, karty zdrowia, nowe adresy, dentysta, pralnia… I co tam jeszcze. Nie zdawałam sobie sprawy jak bardzo formalnie już tu wrośliśmy. Wiemy już, że nie zdążymy ze wszystkim. Nie
odwiedzimy brata z rodziną na południu, nie wyjedziemy pod namiot, nie
zdążę do kosmetyczki, fryzjera, ani do swojego lekarza na wizytę
kontrolną.

Tym bardziej wdzięczni jesteśmy naszej sprawdzonej paczce przyjaciół za sobotnie przyjęcie pożegnalne. Niespodziankowe :) Było cudownie. I żal ogromny będzie Was zostawiać…





Bracia na nowo polubili wspólną zabawę. To dobrze. W Krakowie będą mieli wspólny pokój, lepiej więc by umieli znajdować wspólny język

W Krakowie już prawie wszystko
gotowe. Łazienki, meble i blaty kuchenne mają być skończone do końca przyszłego
tygodnia. Dziś, z pomocą babci, udało się nam ostatecznie wybrać klamki
do drzwi wewnętrznych (zmienialiśmy decyzję sześć razy!). W
nowej/starej pracy męża zdecydowano też nareszcie, w którym kraju będziemy płacić podatki i ubezpieczenia po transferze. Właściwie wyszło, że i tu i tam, na szczęście różne
i nie podwójnie :) 



Na zdjęciu poniżej nowa, ulubiona zabawka całej czwórki. Walki o nią trwają nieprzerwanie od tygodnia. Jakiekolwiek próby ustanowienia kolejki kończą się wyciem co sił w płucach trzech młodych osób, które w kolejce akurat się znajdują. Pozostaje mi czekać, aż zabawka się znudzi i podzieli los dziesiątek innych leżących odłogiem w kącie.

I jeszcze dwa zdjęcia z parku wodnego, w którym się zakochaliśmy mimo, iż ciężko było nadążyć za rozbiegającymi się we wszystkie strony dziećmi. Kuba też co chwilę znikał nam z oczu. Tak szybko "dorósł" nagle tego lata – coraz częściej nas nie potrzebuje, świetnie radzi sobie sam, zagaduje inne dzieci. Nie wiem do końca czy jest to naruralna kolej rzeczy, czy los wymusił na Nim tę samodzielność w obliczu konkurencji trojaczków. 

Lipiec obfitował w przyjęcia urodzinowe przyjaciół Kubusia. Było ich pięć. W ostatnią sobotę mieliśmy z Kubą do obskoczenia dwa przyjęcia urodzinowe przed wieczornym, wspominianym już, przyjęciem pożegnalnym u przyjaciół. W jednym dniu Kuba spotkał się ze swoimi przyjaciółmi ze starego przedszkola (przyjęcie numer 1), kolegami z nowego przedszkola (przyjęcie numer 2) i przyjaciółmi z naszej paczki (przyjęcie numer 3). Tyle wrażeń! W niedzielę trudno Go było dobudzić…

Na niektóre imprezy urodzinowe Kuba jeździł sam z jednym rodzicem. Na inne jeździliśmy całą rodziną, jeśli takie było życzenie organizatorów. Młodsze rodzeństwo korzystało jak mogło z zaproszenia i sprzętu "starszyzny". Traktora, na szczęście, nie udało się Karolinie odpalić ale z roweru kilka razy spadła. Tosia uwielbia rowery i na nic przestrogi i ostrzeżenia!  


Skoki na odległość z półki z zabawkami na kanapę. Skok, zejście, i następny, i następny. Skaczą wszyscy. Prym wiedzie Karolina. Tu kolejka się w miarę sprawdza. W miarę bo Karolina wpycha się i potrafi wykonać trzy skoki kiedy inni po jednym. Nie ma też cierpliwości dla opieszałych – jeśli ktoś zbyt długo waha się przed skokiem, po prostu go popycha i leci dalej.



I znów nad wodą. Tych pięknych plaż, piasku i ogromu wody będzie mi w Krakowie brakować. Wiem o tym.


I jeszcze dowód na to, że nie zawsze bywa u nas różowo :)


Kim są te duże dzieci? Kiedy zobaczyłam to czarno-białe zdjęcie po ściągnięciu do komputera trojaczki wydały mi się na nim takie dorosłe, takie już bardziej przedszkolaki niż maluszki. W dziewiętnastym miesiącu Gabrysi zaczęły szybciej rosnąć włosy a Karolina się wyciągnęła – buzia się Jej zmieniła. Tłumaczy to Jej wręcz wilczy apetyt w ostatnich tygodniach. 


 

  • RSS