Ma pociąg do babek

Dodano 30 stycznia 2010, w Bez kategorii, przez popiatej

 

Z pamiętnika korpomatki

Dodano 28 stycznia 2010, w Bez kategorii, przez popiatej

[Miało być korpolaski ale nieładnie przecież kłamać.]


Na dwa dni przed godziną wu dociera do mnie, że w nowym wcieleniu najbardziej, oprócz ludzi,
brakować mi będzie porannej filiżanki korporacyjnej kawy. Wypitej w ciszy i spokoju. Osiem lat harówy i za kawą będę płakać.

A będę!

 

Ruchome obrazki z wakacji

Dodano 23 stycznia 2010, w Bez kategorii, przez popiatej

 

Jedziemy na antybiotykach

Dodano 18 stycznia 2010, w Bez kategorii, przez popiatej


Wizyta numer cztery. W ciągu tygodnia.
Pan doktor gotów pomyśleć, że na niego
lecę

 
 

Zapchana jednopasmówka

Dodano 13 stycznia 2010, w Bez kategorii, przez popiatej


Gabrysia podpatrzyła u Karoliny i sama stanęła do pionu. Teraz wożą wszyscy wszystkich, od siedemnastej nasz dom stoi w korkach!
 



Karolina z nowego auta woli nie schodzić, na wszelki wypadek. Zbyt dużo chętnych do przechwycenia sprzętu ;)

 

Dzieci nam rozkwitły

Dodano 8 stycznia 2010, w Bez kategorii, przez popiatej


Przy okazji podsumowań dobrego starego i snucia planów na niepewny nowy [rok], wyszło mi, że czas najwyższy podgonić tutaj z obowiązkiem
kronikarskim. Albowiem osobowości i charaktery wśród młodzieży kszałtują się nam takie, że tylko patrzeć aż zacznie iskrzyć między najmłodszymi. Warto uwiecznić tę przemianę bo wszystko jest już nie takie, jakim było. Nawet włosy na głowie Filipa oklapły a dołeczki prawie zarosły tłuszczem…

Okazuje się, na przykład, że sprytna Gabryśka pierwszy rok spędziła w cieniu na cierpliwym rozpoznawaniu terenu. Wrodzona, naszym zdaniem, skromność i potulność posłużyły jej zaledwie jako znakomite tło maskujące do opracowania szczegółów Podstępnego Planu Zdominowania Rodziny. Obserwacje poczynione z ubocza umożliwiły naszej starszej córce zaplanowanie skutecznej strategii podporządkowania sobie rodziców oraz rodzeństwa. Strategia działa na mamę, na tatę i na resztę z psem włącznie.

Strategia Gabrysi jest, jakżeby inaczej u Gabryśki, urocza. Jak ona sama. Polega na wydymaniu truskawkowych usteczek w uroczy dziubek i marszczeniu czułka w stylu „nie podoba mi się, nie chcę tego, poproszę o coś innnego”. Lub też opcjonalnie na prezentowaniu uroczej podkówki, drgającego podbródka, natychmiastowo mokrych oczu i zapowiedzi potoków łez w szklanych oczkach. Do tego minka najnieszczęśliwszego dziecka na świecie, cichutkie pojękiwania, wyciagnięte rączki i gotowe – strategia działa za każdym razem. Lecimy oboje na zabój, żeby tylko to najnieszczęśliwsze dziecko jakoś pocieszyć i łezki w oczkach osuszyć.



Dla rodzeństwa (oraz dla zbyt przymilnego psa) Gabryśka prezentuje nieco inną strategię – drze się im prosto do ucha i krzyczy tak głośno, aż dadzą jej święty spokój i odsuną na bezpieczną odległość. Karolina i Filip zerkają przy tym znacząco to na nas to na Gabrysię, pytając wzrokiem, o co to całe halo i czemu ta z lokami znowu się tak awanturuje.

Z dziecka nie wymagającego opieki stała się Gabrysia dzieckiem nadającym się do noszenia i zabawiania na okrągło. Odłożona zaraz się rozkleja w podkówkę, jest też bardzo zazdrosna o rodzeństwo oraz ich zdolności mobilne i prawdę powiedziawszy chyba niezbyt zachwycona ich obecnością. Odnoszę wrażenie, że Gabrysia będzie przez najbliższy okres indywidualistką. Rozpieszczaną w ramionach mamy :)



Kubuś, nasz Kubuś! Kuba Wspaniały jest chłopcem bystrym, zręcznym, mądrym, zabawnym i do bólu logicznym. Aczkolwiek psotnym jak Tigger z Kubusia Puchatka i upartym jak osioł Kłapouchy z tegoż. Czyli standard jak na czterolatka. Kuba jest dla młodszej trójki autorytetem i wyrocznią. Jego autorytetu nie podkopuje nawet fakt, że kiedy ma już serdecznie dosyć włóczącego się za nim wszędzie młodszego brata, potrafi z premedytacją przyskrzynić małemu paluchy drzwiami lub specjalnie najechać samochodem żeby bolało…



Z drugiej strony jest dla nich przedobry i czuje się za nie odpowiedzialny. Sprawdza, czy bramka na schody jest zamknięta, żeby dzieci nie wdrapały się bez pozwolenia na piętro, dosypuje płatków kukurydzianych pod rączki przy śniadaniu, podaje butelkę, upewnia się, czy ktoś, kto nie jest psem nie wyjada bez pozwolenia granulek z psiej miski lub nie chlapie w misce z wodą, zabawia, rozśmiesza, myje maluchom włosy i spłukuje wylewając kubki wody jeden po drugim na trzy główki (co maluchom bardzo odpowiada). Stara się być z nimi jak najwięcej i tylko czasami, czasami, kiedy sam jest już umęczony i ma dosyć wiecznego gwaru, daje Filipowi w kość. Kuba to przecież nadal małe dziecko, nie mam prawa wymagać od niego perfekcjonizmu. I tak spisuje się na medal jako starszy brat.

Nareszcie możemy grać z Kubą rodzinnie w jakąkolwiek grę i nie kończy się to rozdzieraniem szat w przypadku przegranej Młodego. Za każdym razem dostajemy co prawda ostrzeżenie na początku gry, że Dzisiaj Ja Wygram ale okazuje się, że jeśli wygrywa ktoś inny, Kuba jest w stanie sam sobie wytłumaczyć, że on wygra następnym razem i już.  

Kuba jest oblatany w pieczeniu ciast. Jego specjalnością jest wylewanie ciasta do formy oraz trzymanie mini-miksera, którym wypiekam wszystkie moje przepyszności (słowo daję, pierwszą rzeczą jaką sprezentuję sobie w Krakowie będzie robot kuchenny! Tyle rzeczy można zrobić w czasie kiedy on sam miksuje!). Kubuś lubuje się też w wycinaniu ciaseczek, gotowaniu zup i robieniu sałatek. W przedszkolu słynie z tego, że porządkuje po skończonej zabawie i zagania inne dzieci, żeby szły w jego ślady. Nie muszę chyba dodawać, że jest z tego powodu uwielbiany przez wychowawczynie.

Kolejną mocną stroną Kubusia jest sortowanie, segregowanie i organizacja czegokolwiek. Lubi kiedy rzeczy są poukładane według jakiegoś logicznego wzoru, czy to kolorystycznie czy według kształtów, rozmiarów, przeznaczenia. Ostatnio poukładał paniom w przedszkolu wszystkie przybory naukowe według rozmiarów a następnie uszeregował je według kolorów i kształtów.



Kubuś nosi ubrania na 7-8 lat. Jest z niego kawał chłopca. Rozmiar nogi to amerykańska dwójka, co równa się rozmiarowi 34 w EU. W wieku czterech lat! Daję słowo, że kiedy przed pójściem spać okrywam Go na dobranoc kołderką, nogi Kuby każdego dnia kończą się trochę dalej. Niedługo zabraknie nam kołdry!

Filipek to słodki urwis. Wszyscy Filipka kochamy i wszyscy przed Filipkiem uciekamy. Filip popycha, szczypie i uderza. Filipek ciągnie za włosy jak opętany. Ojej, jak On ciągnie! Kiedy tylko uda mu się wyrwać część skalpu, triumfuje z szelmowskim uśmiechem na twarzy przez dobrych kilka minut. Do tego sprytny jest i zwinny i potrafi złapać za włos w najmniej spodziewanym momencie. Unikamy go więc zgodnie co jest zdecydowanie wbrew jego woli, więc częsty to widok w naszym domu, że Filip goni Kubę, Filip goni Karolinę, Filip goni mamę, Filip goni Kubę, Filip goni Kubę, Filip goni Kubę… Młodszy Brat jest nadal święcie przekonany, że Starszy Brat istnieje po to, aby Filip nie mógł się od niego na krok oddalać. Pierwszym słowem Filipka po przebudzeniu jest zawsze „Ba” („KuBA”).

Filip jest gadułą, smakoszem, wielkim śpiochem i gigantycznym śmieszkiem. Wystarczy pokazać mu palca albo kichnąć i dodać na zdrowie a Filipowe oblicze rozjaśnia się w uśmiechu. Łaskotki Filip ma praktycznie wszędzie, więc każde przewijanie pieluchy to dla niego zabawa. Nawet wczorajsza wizyta u lekarza okazała się być niezłym cyrkiem bo badanie stetoskopem przyprawiło Filipa o napad głupawki i rechotał jak żaba. Choćbym nie wiem jak zmęczona, chora i wypompowana była na koniec dnia, zaraźliwy śmiech Filipka jest w stanie rozbawić mnie do łez.

Przybył nam w domu kolejny mężczyzna. Filip w ubiegły poniedziałek pochłonął cały mój obiad. Do tej pory szykowałam jedną porcję dla B., jedną dla Kuby, i jedną dla siebie. Dla Filipa (i ewentualnie dla dziewczynek gdyby im nagle apetyty dopisały) miało być „podskubane” ode mnie. A ten mały smyk tymczasem zjadł mi wszystko. I jeszcze się na deser załapał. 



Karolina jest szybka jak strzała. Raczkuje biegiem. Chodzi truchtem. Zawsze się spieszy i wszędzie jej pełno. Mała pchła, mówimy na Nią. Wciśnie się w najmniejszy kąt. Do tego jest dzieckiem zrobionym z plasteliny. Wspina się na moje kolana i robimy spirale, przewroty, obroty dokoła osi, samoloty, głową do dołu, na boki, przewrót do tyłu. Mała akrobatyczka.

Jeśli napisałam, że Kuba jest uparty jak osioł to do określenia stopnia uporu Karoliny musiałabym użyć całego stada osłów. Nie znam nikogo z tak silnym charakterem, nie znam drugiego takiego uparciucha. Jeść teraz o 8:01? Nie ma mowy. Nie będę! Nie!!!! Dwie minuty później słyszę „ammm, ammm, daj!” Głodna Tola jest zła jak osa. I tak zawsze. To ona dyktuje warunki, to od niej musi wyjść inicjatywa, inaczej nie zgodzi się na narzucone jej zdanie i będzie trwać w uporze nawet jeśli oznaczałoby to przymieranie głodem.

A jeśli próbować ją przechytrzyć, odbije się to czkawką – dosłownie. Zadowolona, że udało mi się zmusić wykręcającą się Karolnikę do wypicia mleczka przed snem uśmiechnęłam się do mojej kochanej córeczki, na co kochana córeczka odwdzięczyła się ironicznym uśmiechem, otworzyła buźkę i wypluła mi wszystko w twarz.

Kto tylko pozna Karolinę lubi dzielić się z nami spostrzeżeniami na temat jej silnego charakteru (to taki eufemizm na określenie jej uporu i nieokreślonych możliwości Karoliny w stawianiu na swoim). Często słyszymy przepowiednie, że ta mała da nam popalić kiedy dorośnie….

Tola kocha Batona. Uwielbiają się z wzajemnością. Gdyby nie Tola, pies całymi dniami nie doczekałby się uwagi. Karolina oferuje mu czas, którego my już nie mamy. Siedzi przy rozłożonym na dywaniku psie całymi dniami, zagląda mu w zęby, pcha łapki do środka i bada jego stan uzębienia.

Kiedy Karolina nie zachowuje się jak uparty muł, jest rozkoszna. Zabawna śmieszka biega po domu na czworakach a dwie kitki dyndają jej na głowie na wszystkie strony. Tolka – Kruszynka upodobała sobie wożenie rodzeństwa po domu. Startują zaraz po powrocie ze żłobka. Karolina wyrabia pięć, sześć okrążeń z Gabrysią i dwa z Filipem pchając ich przez kuchnię, salon, korytarz do biblioteki i od nowa. Pchani i pchająca mają przy tym tyle radości, że nie mam serca odmawiać im tych przyjemności. Choć bywa nieciekawie gdy Tolkę wraz z wozem poniesie na meble… 



Maluchy wkraczają odważnie w okres buntu i niepokoju. Przed nami podręcznikowe pół roku testowania granic, uporu, odkrywania siebie i własnych, skomplikowanych emocji. W wydaniu razy trzy. Trochę się boję. I czekam z nadzieją na kwietniową wiosnę licząc, że maluchy szybciej niż Kuba w tym wieku zrozumieją, że pieluchy nie da przebrać
się w biegu :)

 

  • RSS