Koniec sierpnia 09

Dodano 30 sierpnia 2009, w Bez kategorii, przez popiatej

Czy ja już wspominałam, że UWIELBIAM robić zdjęcia swoim dzieciom? :)

 

 

Jego syn

Dodano 29 sierpnia 2009, w Bez kategorii, przez popiatej

 

ABC

Dodano 26 sierpnia 2009, w Bez kategorii, przez popiatej
 

Sukienki, tiule, haftki i koronki będą dla Gabrieli. Dostojnej, eleganckiej i wyważonej Gabrieli Anny. Spodnie na szelkach, podkoszulki, krótkie portki dla Karoliny. Szybkiej, zwinnej i zabawnej Tośki.

Nie szufladkuję, próbuję zgadnąć, jakie będą. Co będą lubić. Jakie będą miały charaktery, jaki styl.

Gabrysia w tiulach prezentuje się cudownie. Ubrana siedzi tak, jak ją posadzili, fałdki sukienki układają się dokoła idealnie, buźka laleczki, pozuje, patrzy, uśmiecha się delikatnie, jest urocza. Dystyngowana.

Karolina – błysk w oku, zawadiacki uśmiech, jedna noga już w buzi, druga zatacza koła nad uchem. Podrzucane warstwy sukni od razu lądują na buzi, kino za darmo – kiecka zadarta, wygnieciona, pielucha na wierzchu, tiul częściowo w dziąsłach Toli, częściowo powiewa dokoła, kokarda potargana, śmiech.

W jednej widzę babcię G., w drugiej siebie. Teraz. Co wcale nie znaczy, że tak już zostanie. Ale ciekawe jest tak zgadywać, obserwować, świadkować powstawaniu nowego człowieka. Ludzi. 

Rok temu po drugiej stronie było podobnie – dziecko C wiecznie w ruchu, przewraca się, kręci, przeciąga, kopie mnie w prawym górnym rogu ciążowego brzucha, ma mało miejsca, walczy o więcej. Dziecko A wygodnie rozłożone na dole, zajmuje prawie połowę przedziału, boksuje mnie pięściami, jest średnio ruchliwe, lubi spać. I dziecko B –  martwię się o Nią prawie bez przerwy, nic nie czuję po lewej stronie brzucha, tam gdzie ma być. Leży spokojnie, prawie się nie rusza. A jeśli już to delikatnie, jak muśnięcia motyla, ostrożnie, troszeczkę. ABC – Filip, Gabrysia, Karolina.

To zdjęcie udało się nam zrobić gdy suknienka na Toli przykrywała jeszcze to, co przykrywać powinna ;)

 

8 miesięcy

Dodano 24 sierpnia 2009, w Bez kategorii, przez popiatej

Trojaczki mają osiem miesięcy. Nie umieją ani raczkować, ani pełzać, ani się czołgać. Sześćdziesiąt sześć procent z nich nie umie siedzieć bez podparcia. Nie piją z niekapka, nie podciągają się do stania, nie chodzą, ba – nie chcą nawet przewracać się z brzucha na plecy i odwrotnie. I co? I nic.

Mam ostatnio przesyt słuchania/czytania o wyczynach dzieci ponadprzęciętnych. Nie powinnam nawet pisać, że są to dzieci ponadprzęciętne, bo ten nowy trend wydaje się już normą. Moje dzieci będą dużo poniżej przeciętnej, jeśli tę wyznaczać będą współcześni Przodownicy Od Małego.

Według moich standardów, wczesne dzieciństwo i zadania matematyczne nie idą ze sobą w parze. Podczas, gdy tu tylko patrzeć jak pojawią się porady w stylu „Nie martw się, jeśli twój dwulatek nie zna jeszcze html-a. Wiele dzieci zaczyna poznawać ten program dopiero w wieku 2.5 lat, niektóre w ogóle pomijają ten etap przechodząc od razu do Javy".

Dwulatki literują, czytają, trzylatki piszą, dodają i odejmują. Znają się na zegarku (elektronicznym), potrafią recytować wiersze (nie wierszyki, WIERSZE). Obsługują komputer, uczą się hurtowo języków, ceramiki, tańca towarzyskiego.

Kiedyś siedmioletnie dziecko szło do szkoły, żeby nauczyć się czytać i dodawać. W zerówce sześciolatki uczyły się literek. Teraz w zerówce będą robić co? Programować?

Czy mi się wydaje, czy daliśmy się zwariować? Wyścig szczurów zaczyna się tak wcześnie?! Dla mnie to dziwne, że trzylatek zna wszystkie litery, potrafi je złożyć do kupy i odczytać wyraz lub kilka.

A może wcale nie powinno mnie to dziwić? Może da się pogodzić beztroskie dzieciństwo i parcie do przodu z myszką w dwuletniej łapce? Nauka przez zabawę, powiecie? Może dzisiejsze dzieci rzeczywiście rozwijają się szybciej, uczą łatwiej? Tylko czy to, że można, znaczy od razu, że trzeba? Potem też można dwa kierunki studiów naraz, można też trzy. Później dwa etaty, plus zlecenia, może dodatkowa praca w weekendy. Więcej i więcej, szybciej i łatwiej. Dalej i wyżej. Czy wszystkich nas już to opętało?

Nie czuję niepokoju w tym, że mój prawie czterolatek zna siedem liter i za chiny ludowe nie potrafi złożyć z nich żadnego wyrazu. Uważam to za normalne. Nie niepokoi mnie fakt, że liczy w kolejności jeden, dwa, osiem, dziesięć. Że na zegarku dla niego zawsze jest szósma albo pięć kilometrów albo trzyńdzieści funtów. Dla niego to ma sens, dla mnie nie musi. To dziecko. Ma prawo widzieć rzeczywistość w skali wagowo-czasowo-przestrzennej. I w ten sposób próbować określać porę dnia.

Cieszy mnie, że mój prawie czterolatek nie umie obsługiwać komputera, że klawiatura czy myszka to dla niego obiekty zbędne. Czy to znaczy, że on już jest do tyłu? Według nowych standardów?

Cieszy mnie bardzo codzienne pytanie, ‘Mamusiu, czy mogę pobawić się na dworze?’  Piaskownica, budowanie zamków, zbieranie liści, kwiatów, kopanie dziur – wolę słyszeć zgrzytający w zębach piasek niż klik-klik znad monitora.

Myślę, że to zdrowiej, lepiej dla Niego. Że na klik-klik ma jeszcze czas.

 

Dolls

Dodano 24 sierpnia 2009, w Bez kategorii, przez popiatej

Bez nakręcania, bez bateryjek – wydają dźwięki, płaczą, mówią, ruszają nogami, jedzą. Moje dwie LALE. Najukochańsze. Prawdziwe.

Otagowane:  

Niedoblą mamą jesteś

Dodano 10 sierpnia 2009, w Bez kategorii, przez popiatej

Czerwone wino, mąż wznosi toast za nowe stanowisko. Od szesnastego będę zarządzać i konsultować. Dostałam awans, fajną grupę ludzi i wynagrodzenie o jakim nie marzyłam.

Jak podsumowała moja mama, jestem najciężej pracującą matką czwórki dzieci w mojej firmie. Może? Znam tu wielu ludzi, ale żadnej matki takiej gromadki drobnicy. Nie wiem, czy to dobrze, czy źle.

Nie myślę o sobie jako kobiecie sukcesu skupionej na karierze… I nie chciałabym żeby moje dzieci kiedyś tak o mnie myślały. Karierę mam gdzieś, po prostu lubię to, co robię i realnie podchodzę do wyidealizowanego siedzenia w domu i poglądu, że to dla dziecka najlepsze. Mam taki układ odniesienia, w którym znajduje się przestrzeń na mamę, żonę i na taką część kobiety, która nie należy do nikogo poza nią samą.

Ale jestem w stanie rzucić robotę natychmiast jeśli tylko uznalibyśmy, że będzie to lepsze dla rodziny. Na razie jednak, bilans za i przeciw daje wynik wskazujący, że dobrze jest jak jest.

Więc pracuję i robię to najlepiej jak potrafię. Dodatkowy plus dla nowego szefostwa, że zostało to zauważone. To wiatr w żagle. Już troszkę było mi tego potrzeba. Synowie i córki rosną, wakacje, plaża a my całe dnie w pracy. Synowie i córki, synowie i córki, moi synowie i moje córki, to nadal mnie zadziwia. Ilościowo. Nie dziecko, nie syn, nie córka. Synowie i córki… My Many Small Children.

Podczas rozmów kwalifikacyjnych o nową pracę, moja sprawność mówienia na każdy temat w języku ojczystym została wystawiona na próbę w języku angielskim. A ja myślałam, że znam ten język dość dobrze. Co innego plotkować o duperelach z qmpelą a co innego odpowiedzieć na pytanie o wizję długoterminowej strategii szkoleniowej w dziedzinie planowania zatrudnienia wobec spodziewanego przejścia na emeryturę znacznej części firmowej siły roboczej i zaoferowania konkretnych rozwiązań w tym kierunku. Czy coś w tym stylu. W głowie to mam, ale jak to ładnie opowiedzieć i podeprzeć koncepcjami instructional design i adult learning theories oraz doświadczeniem z wcześniejszych projektów, jakie prowadziłam w firmie i jako wykładowca na uniwerku?

Pracuję dziś z domu, teraz przerwa. Szum pralki i zmywarki zagłuszony przez ukochane U2 z głośników na maxa. Korci mnie żeby wyskoczyć na ŻAGLE! Ale gdzie, z kim, własnej łajby nie mamy, a tu wszyscy w robocie. Kawa, kawa musi mi wystraczyć. Wrzucę jeszcze do kompa zdjęcia z aparatu i … koniec przerwy. Strategie i klienci czekają.

O trójce + 1 będzie w najbliższym odcinku.

Ps. A tekst z tytułu to najnowsze dzieło Kubusia. Słyszę to kiedy wysyłam Kubę do kąta, odmawiam czegoś lub sprzeciwiam się jego poglądom. Od dwóch tygodni niedoblą mamą bywam…

 

  • RSS