Pół roku

Dodano 28 czerwca 2009, w Bez kategorii, przez popiatej

Zaczęłam się zastanawiać, czy nie zainstalować na wózku trojaczków dwóch znaków ;) Po jednej stronie znak zakazu informujący przechodniów, że ręce precz od dzieci, nie dotykać, nie głaskać, nie zarażać! Po drugiej znak informacyjny, że nie, nie mieliśmy in-vitro, dziękujemy za zapytanie, a czy pan/pani ma hemoroidy?

Byliśmy w zeszłą sobotę na pchlim targu, mieliśmy do przejścia niewiele ponad 100 metrów i zajęło nam to ponad godzinę, jakieś dwieście osób pochyliło się nad trojaczkami. Tak, wiem, mamy dużo dzieci więc chcąc-nie-chcąc wzbudzamy zainteresowanie przemieszczając się z wielkim wózkiem. I przyzwycziłam się już do pytań czy to prawdziwe trojaczki, czy to chłopcy czy dziewczynki, do uśmiechów a także do współczujących komentarzy i spojrzeń. Ale nie toleruję gdy bez pytania ręce obcych osób wędrują do rączek, policzków lub włosów maluchów. Pytania o to, czy mieliśmy in vitro też wychodzą mi bokiem. Znudziło mi się odpowiadanie, a poza tym nie mamy przecież w zwyczaju zagadywania obcych na spacerze o to, czy mają marskość wątroby albo czy przeszli operację kolana. Dlaczego myślimy, że można pytać o operację in vitro?

***

Gdy maluchy były jeszcze w moim brzuchu, godzinami snułam plany i próbowałam sobie wyobrazić jak to będzie z trójką niemowląt. Jak będzie wyglądało nasze życie, jak bardzo się zmieni. Bałam się, że oprócz radości z narodzin dzieci, będziemy się czuć uziemieni w domu i nieszczęśliwi z tego powodu. Weekendowe zwariowane wypady z jednym dzieckiem przejdą do historii, kempingowanie, żeglowanie, wycieczki rowerowe będą tylko wspomnieniem, a dzień codzienny wypełnią nam pranie, usypianie, karmienie. Obawy na szczęście nie spełniły się do końca. Jasne, że pracy jest więcej, uziemienia w domu też, ale jestem zaskoczona, że tyle rzeczy nadal możemy robić całą rodziną.  

Długie spacery to oczywiście codzienność, wychodzimy na nie całą rodziną kilka razy w tygodniu. Ale bierzemy też maluchy w gości, jeździmy z nimi do muzeów, na całodziennie wycieczki w ciekawe miejsca, na plażę, na targ, do kawiarni, a za 3 tygodnie wybieramy się na kemping. Niektóre szczególy musiały się naturalnie zmienić. I tak gdy jedziemy na wycieczkę i Kuba chce np. przejechać się tramwajem to jedno z nas towarzyszy starszemu dziecku a drugie spaceruje dokoła z maluchami. Wynika to z tego, że wózkiem w drzwi tramwaju się nie zmieścimy a inaczej też nie da się zapakować – złożyć wózek, ale jak trzymać trójkę niemowlaków?

Przez drzwi muzeum dinozaurów też nie mogliśmy przejechać, ja zostałam na zewnątrz, maly z tatą zwiedzali od środka. ZOO jest pod tym względem idealne bo ma szerokie ścieżki, prawie wszystkie zwierzęta są na zewnątrz, możemy spacerować razem. Na plażę mamy rzut beretem od naszedo domu i jeździmy tam często, wczoraj byliśmy w ogrodzie botanicznym i na olbrzymim placu zabaw.

Dla Kuby lato nadal pełne jest słońca, plaży, wody, łąki, wycieczek. Nie byłoby sprawiedliwe pozbawianie go wakacji tylko dlatego, że urodziło mu się troje rodzeństwa.  

Maluchy skończyły sześć miesięcy. Są prześmieszne, zabawne kiedy próbują na przykład trafić chrupką kukurydzianą do buzi ;)

W czwartek mają przegląd półroczny, dodam wtedy trochę statystyki bo sama jestem ciekawa ile waży nasz Filip-olbrzym.  

Czerwiec 2009 – w ZOO


Kubuś, Gabrysia, Karolina i Filip

 

 

  • RSS