5 miesięcy

Dodano 30 maja 2009, w Bez kategorii, przez popiatej

Gabrysia nieustannie mnie zaskakuje. Podczas pierwszej w życiu próby karmienia łyżką, otworzyła buzię jak na zawołanie, potrzymała w niej przez chwilę bananową kaszkę, po czym połknęła całość jak gdyby nigdy nic. I otworzyła buzię po więcej. Filip i Karolina przy kolejnych próbach karmienia krzywią się, zaciskają usta, wypluwają wszystko na brodę, nie łapią, o co chodzi z tym karmieniem ni w ząb. Długa droga przed nimi. A Gabi proszę, od razu je jak dwulatek. Nie zdziwię się jak za tydzień złapie za łyżkę i sama się nakarmi ;)  

Zachwytów nad Gabrysią jeszcze nie koniec. Bawi się w najlepsze tym, co wpadnie jej w ręce. Potrafi skupić się na najmniejszym przedmiocie i z uwagą studiować jego kształty, dotykać, wsadzać do buzi, potrząsać, obracać. Na temat swoich rąk mogłaby napisać doktorat, zna je na wylot, a mimo to przygląda się dłoniom co chwilę, sprawdzając, czy coś nie zmieniło się przez pół minuty, na które odwróciła od nich wzrok. Jest gadatliwa, radosna, wiecznie uśmiechnięta. Wyrywa się już nie tylko ze staniem, ale próbuje stawiać kroki. Kiedy ją podtrzymuję Gabrysia odrywa nogę za nogą od podłoża i stawia dwa, trzy kroki, próbując przeć do przodu.
 

Cała trójka ząbkuje. Pakują uparcie pięści do buzi, ślinią się potokami, są bardziej wymagające, tylko patrzeć jak pojawią się pierwsze zęby.  
 

Karolinka cmoka, grucha, śmieje się, gada pod nosem, wydaje radosne okrzyki. Jej nowo odkrytą namiętnością jest spanie. Śpi najdłużej z trójki, całą noc, smacznie chrapie rano gdy jej rodzeństwo dawno już rozbudzone; gdyby jej pozwolić spałaby do 9-tej. To dobrze, że polubiła spanie, bo sen i pokarm są jej potrzebne do zrównania się rozmiarowo z rodzeństwem. Chirurg ustalił termin operacji na połowę lipca, wraz z przepukliną pachwinową zoperuje Karolince od razu małą przepuklinę pępkową. Tola poszła w ślady o minutę starszej siostry i stoi na dobre. Bardzo lubi pozycję wertykalną, lubi też „latać” nad głową mamy i być delikatnie podrzucaną do góry.   

Filip z upodobaniem parska, puszcza bańki ze śliny, robi śmieszne miny. Szczególnie obfite parskanie mamy zawsze przy karmieniu kaszką z łyżeczki. Ściany w kuchni do mycia po każdym Filipowym karmieniu. Gucio (Filip Gustaw) jest radosny, głośno się śmieje; gdy patrzę na jego roześmianą buzię i śmieszne, wiecznie stojące włosy na czubku głowy, nie mogę się nie uśmiechnąć. 
 

Kubuś natomiast przechodzi trudny okres. Od ponad tygodnia jest bardzo wrażliwy, skłonny do płaczu, łatwo się denerwuje i automatycznie rozkleja przy najmniejszym przeciwstawieniu się Jego woli. Kiepskie samopoczucie przejawia się złym humorem, płaczem, agresją. Nie lubię słowa „marudzenie” bo zbyt łatwo podciągnąć pod nie każde nieporządane zachowanie dziecka i skwitować zwykłym „nie marudź!”. Za każdym marudzeniem kryje się jakiś powód, dziecko nie marudzi tylko po to, żeby zrobić nam na złość, to tylko zewnętrzny objaw problemu.
Nie wiem jeszcze w czym leży problem Kuby, domyślam się tego i owego, ale nie jestem pewna, co dokładnie wydarzyło się w życiu Kubusia w ostatnich dniach. Wiem tylko, że to coś poważniejszego – Mały miał trzy dni pod rząd wypadki moczenia się w przedszkolu, a to nietypowe. Coś jest na rzeczy…     

Nadal słyszymy tyle opinii ile opiniujących o tym, do kogo dzieci są podobne. Jedni widzą w Karolince moją mamę, inni mamę męża, Gabrysia dla jednych jest podobna do mnie, dla innych do taty, Kubuś podobnie. Jedynie co do Filipa zdania są mniej więcej zbliżone, większość twierdzi, że podobny jest do męża. Mimo, że Filip to blondyn a B. to brunet. Trojaczki będą już na pewno miały niebieskie oczy, po mężu. Kuba i ja (oraz Baton, jak to podkreśla Kubuś) mamy ciemne, brązowe oczy.    
 

Dziadek odleciał do Polski, w domu znów zrobiło się pusto (powiedzmy – względnie pusto), nie ma mobilizacji, żeby wieczorem usiąść przed Faktami i choć na chwilę odpocząć… Zabieramy się powoli za wyrabianie paszportów dzieciom, jak dobrze pójdzie być może za rok o tej porze będziemy się pakować do Polski…  W czwartek minęło dziesięć lat od naszego ślubu. Rok temu, przy dziewięciu latach i jednym dziecku na stanie nie miałam zielonego pojęcia, że za za rok będzie nas o 100% więcej ;)  

 

 

Zdjęcia stare i te nowsze

Dodano 22 maja 2009, w Bez kategorii, przez popiatej

Nie wyszły mi dobrze zdjęcia na 5 miesięcy, spróbuję znowu w nadchodzący długi weekend.

Na razie wklejam zdjęcie trójki sprzed prawie miesiąca i dwie foty kilkudniowej Karolinki, które nadal po pięciu miesiącach powodują, że serce mi zamiera kiedy patrzę jaka malutka była ta kruszynka i jak mieściła się niemal cała w tacinej ręcę przy karmieniu…

Zdjęcie ostatnie to Gabrysia w ubiegłą sobotę, zabawiająca gości przy stole.




 

 

Tyle się dzieje a ja nie mam czasu wszystkiego opisać bo…. tyle się dzieje.   

Dwa tygodnie temu przyleciał dziadek. Maluchy są wypieszczone, wynoszone na rękach, zasypiają teraz najczęściej w dziadkowych ramionach (oj, co to będzie jak dziadek odjedzie). Kuba zachwycony bo dziadek kiedy tylko może, pracuje na zewnątrz. Jest więc z kim pobawić się na dworze, jest komu pomagać przy kopaniu dziur
pod nowe krzewy, przy ścinaniu suchych drzew w przydomowym lasku, grabieniu liści, sadzeniu kwiatów. Pies znowu odżył, podobnie gdy była u nas babcia kilka miesięcy temu. Znów ktoś ma dla niego czas, wyprowadza na spacery kilka razy dziennie, daje jeść, drapie za uchem, nie przegania z kąta w kąt. Aż boję się myśleć, że niedługo się to skończy i Baton znów będzie ostatni w kolejce, a swoje potrzeby będzie załatwiał w biegu (tak jak reszta dorosłej rodziny, he he).   

W poniedziałek, proszę państwa, Filip z pozycji półleżącej podciągnął się do pozycji siedzącej i wytrwał w niej kilka sekund. Sam! W wieku czterech i pół miesięcy. No tak, przeżywam jak mrówka bo to wyczyn niemały ; ) Ten chłopak jest tak silny, że nieustannie mnie zadziwia. Przybrał ostatnio sporo na wadze, zaokrąglił się i waży ponad 20 funtów, co na jego wiek kwalifikuje go wysoko, wysoko ponad przeciętną. Nosi ubrania na 9-12 miesięcy. Pomyśleć, że to wcześniak…

Filip jest wiecznie uśmiechnięty. Śmieje się na głos kiedy bierze się go w ramiona, gdy jest przebierany (ma już łaskotki?), kiedy całuje się go po pyzatych policzkach. Nie ma właściwie sensu wyliczać okazji, bo to dziecko śmieje się bez przerwy.  A kiedy zobaczy mnie, tatę lub Kubę to dosłownie pęka z radości – buzia mu się napina, zaciska usta, pluje, dmucha bańki, oczy mu się śmieją, przeżywa bardzo. Filip uwielbia swoje siostry. Jako pierwszy odkrył, że ma rodzeństwo i kiedy tylko ma okazję patrzeć na dziewczyny jest bardzo zadowolony i uśmiecha się jeszcze szerzej. Patrząc na niego myślę sobie, że nie ma nic piękniejszego na świecie niż zdrowe, roześmiane, szczęśliwe dziecko. A jak dodać do tego jeszcze śliczne dołeczki w pulchnych policzkach? Cudo po prostu, najchętniej bym go zjadła : )      

Gabrysia przegina ze wstawaniem. Normalnie się zawzięła i nie poleży spokojnie, nie chce nawet siedzieć z podtrzymaniem, chce tylko stać (będąc podtrzymywaną naturalnie).  Uparcie prostuje nóżki, próbuje odbijać się od naszych kolan, podciąga się do wstawania, nawet butlę najchętniej opróżniałaby na stojąco.  Nie tylko poszerzyły się jej horyzonty – bo wyżej stoi – ale też rozruszała się bardzo. Do tego stopnia, że musieliśmy przenieść ją do łóżeczka Karoliny, które ma przytwierdzone wszystkie ścianki na stałe.  Gabrysia położona na plecach na środku łóżeczka po minucie jest już w którymś górnym rogu, tak ją nosi gdy macha rękami i nogami jak zwariowana. W jej łóżeczku jedna strona jest odsuwana i bałam się, że wpadnie kiedyś w szczelinę pomiędzy materacem i szczeblami i się udusi. W łóżeczku Karoliny wiem, że stabilne szczeble zatrzymają Gabi i dalej się nie przesunie. Co najwyżej zdenerwuje ją walenie głową o szczeble i się rozpłacze (czyli rozedrze, czytajcie dalej).     

Gabriela nadaje jak nakręcona, gada bez przerwy. Rano budzi się przed wszystkimi około szóstej i opowiada historie, głośno i donośnie krzyczy niskim głosem, gaworzy, kwiczy. Gabrysia ma bardzo, bardzo, BARDZO silny głos. Jak już kiedyś pisałam, to dziecko prawie w ogóle nie płacze. Ale kiedy już zapłacze to ściany drżą. Drze się tak donośnie, że bębenki w uszach pękają. Mój tata słysząc po raz pierwszy płaczącą Gabrysię przestraszył się nie na żarty.     

Karolina za to ćwierka. Tak właśnie to brzmi – jak ćwierkanie ptaszka w wysokich, cieniutkich tonach. Uśmiecha się przepięknie, z zawiadiackim błyskiem w oku. Czy muszę dodawać, że uwielbia być noszona przez dziadka i domaga się tego głośno i wyraźnie? Karolinka za kilka tygodni rozpocznie dwumiesięczną terapię na rozluźnienie mięśni szyjnych. Od urodzenia ma tendencję do zwracania głowy w prawą stronę i mimo usilnych starań kładzenia jej na lewym boku, po kilku minutach i tak przekręca głowę na prawo, tak śpi, tak się bawi, tak je. Główka z tylu zaczęła się już spłaszczać po prawej stronie i jest teraz niesymetryczna. Terapia ma pomoć Karolinie w rozluźnieniu mięśni i częstszym używaniu lewej strony. Mam nadzieję, że to wystarczy i że Tola nie będzie musiała nosić hełmu korekcyjnego. Naszą  małą dziewczynkę czeka też operacja przepukliny w najbliższych tygodniach :(

Karolinka daje nam popalić. Nadal jest niecierpliwa i reaguje przeraźliwym płaczem na wszystko co nie po jej myśli. Ostatnie dni były dla niej bardzo ciężkie, płakała właściwie codziennie i nie byłam w stanie jej uspokoić. Być może to przepuklina daje się we znaki bo znowu zrobiła się twarda i napięta. W piątek za dwa tygodnie mamy konsultację z chirurgiem i zaraz potem będą pewnie kroić moją malutką dziewczynkę. Nie wiem jeszcze jak to przeżyję, bo to taka kruszynka, ale wiem, że to dla jej dobra i tego będę się trzymać.    

Dzieje się u nas dużo bo zwiedzamy z tatą nasze miasto i okoliczne atrakcje takie jak muzeum Harley’a, muzeum sztuki. Pojechaliśmy też do Chicago w zeszły czwartek, była to super wycieczka i wakacje dla Kuby, dziadka, męża i dla mnie. Trojaczki zostały w żłobku bo z trójką niemowląt nie bylibyśmy w stanie zwiedzić nawet części tego co widzieliśmy.  Staram się brać dzień lub pół dnia wakacji tu i tam, mąż też na tyle na ile może, żeby tata nie siedział sam w domu. A w te dni kiedy dziadek był sam i tak nie posiedział długo bo wykarczował nam ładny kawałek zapuszczonego lasu i doprowadził ogród do porządku. W weekendy pracują razem z mężem i Kubą, malują, porządkują.
Mieliśmy też gości na obiedzie kilka razy, sami pojechaliśmy w gości, jutro znów ktoś przychodzi na grilla a w sobotę przyjeżdza rodzina z południa. Nad garami stoję więc bez przerwy bo gośc w dom, wiadomo, a w dodatku dziadek do dwóch dań przyzwyczajony więc mogę się spełniać w grzybowej, kremie kalafiorowym, rosołkach.

Tata kupił sobie laptopa i wieczorami dajemy Mu lekcje obsługi komputera. Kiedy dzieci już śpią i dom ogarnięty, robimy drinki i zasiadamy przed TVN-owskimi Faktami ściągniętymi z internetu na telewizor. Tata nadziwić się nie może jak wszystko mamy dopracowane co do minuty i jak sprawnie nam idzie obsługa tylu dzieci. Tak super to znowu nie jest bo co jakiś czas zdarza się, że mamy w domu mały sajgon – wszyscy płaczą,  Kuba marudzi, obiad w proszku, mleka dla dzieci nie ma, mąż z dziadkiem wybyli do sklepu po korę/ziemię/krzewy, a ja nie wiem w co najpierw ręce włożyć. Na szczęście nie zdarza się to często : )

To tyle, niedługo będą zdjęcia bobasów.

 

  • RSS