Przeprowadzka

Dodano 25 lutego 2012, w Bez kategorii, przez popiatej

Od teraz TAM.

This blog has moved HERE.

 

Niefajnie, jak dla mnie, nie mieć pstrykacza. Mam nawyk noszenia aparatu ze sobą [prawie] zawsze. Okazji do uchwycenia momentu w obrazek znajduję bez liku a tu pstrykacz rozłożył się kompletnie. Miał prawo, staruszek – osiem lat w świecie technologii klasyfikuje już tylko do ostatniej prostej ku podświetlonej gablotce za szybką.

Żeby to było takie proste kupić nowego pstrykacza i dobre szkło. Byle czego nie chcę, wiem, jaka to różnica w efekcie końcowym, na którym najbardziej mi zależy. Na jakość w tej chwili drobnych nie wystarcza, trzeba poczekać aż świnka przytyje. A raczej – aż nieźle się roztyje jak, nie przymierzając, kobieta w ostatnim stadium ciąży trojaczej ;)

Więc czekam.

I marzę ;)

Tymczasem dzieci nam rosną w siłę i rozum. Zmieniają się w młode, urocze – moim zdaniem – dziewczyny oraz przystojnych – jest po kim – chłopaków. Ciągną wzwyż, wysocy będą, buzie i kończyny się zmieniają, paluszki już nie takie pucołowate, rączki i stopy coraz większe, trzylatek w końcu to już kawał dziecka jest. Najstarszy ma się dobrze, tańczyć i śpiewać lubi, do przedszkola w końcu polubił chodzenie, trochę szkoda, że tak późno bo za pół roku szkoła. Wymiata w konstrukcjach LEGO, ma pomysły na przekładnie, jakieś koła zębate, coś się podnosi, coś opada, wymyśla, instrukcji się nie trzyma a ja ciągle Go pytam, czy aby na pewno pamięta ile ma lat. Jest powolny ale dokładny. Już widzę, ile czasu spędzimy nad idealnie narysowanymi szlaczkami w zadaniu domowym w pierwszej klasie. Bo że będą musiały być dokładnie narysowane to pewne ;)

Sielanka, zwana też siedzeniem w domu, trwa. Moje podejście do wychowania dzieci generalnie w Polsce trąci myszką. Mam wrażenie, że wiele jeszcze upłynie wody w lokalnej Dłubni zanim się mądre głowy zreflektują, że nie tędy droga. Bo u nas to się dopiero zaczęło i nadal wierzymy (bo jak tu nie wierzyć!), że tak trzeba, nie ma wyjścia, musimy dzieciaka wyposażyć we wszelkie umiejętności, inaczej nie poradzi sobie w wyścigu szczurów. I będzie gorszyyyyyy.

Na pocieszenie swoje i nielicznych dodam, że w Stanach, gdzie wszystkie moje dzieci się urodziły i początkowo szczęśliwie edukowały, etap zarzucania malucha obowiązkami przechodzi do lamusa. Zataczamy koło. Wracamy do tego, co było. A że garściami czerpiemy z Ameryki, w końcu slow parenting przyjdzie więc i do nas. Zakład?

Pokolenie wierzących w to, że można osiągnąć więcej, jeśli zacznie się wcześniej i będzie nad dzieckiem odpowiednio pracować, wychowało wielu dzisiejszych amerykańskich CEO. Zdecydowanie więcej wyszło im jednak osobników z zaburzeniami emocjonalnymi, nadwagą, nerwicą, wpisanymi w kalendarz regularnymi wizytami u terapeuty i… bardzo przeciętną pracą. Coraz więcej matek oddaje dzieciom dzieciństwo. Ma być czas na zabawę, na nudę, leżenie na dywanie, przytulanki, domową rutynę z plasteliną i kredką, drzemkę i odpoczynek, bez pośpiechu, bez masy zajęć dodatkowych, wystarczy dobra szkoła i soccer albo balet.

Bez porównywania się nawzajem, bez wiecznego oglądania się za siebie i na dzieci sąsiadów bo one to już… Doświadczyłam, jak bardzo matka Amerykanka czuje się pewna siebie, swoich wyborów i sposobu, w jaki opiekuje się dzieckiem. Doświadczyłam też, jak bardzo matka Polka stoi pod pręgieżem społecznych ocen, łatwo ulega wpływom, jest bombardowana dobrymi radami i polecanymi przez ‚specjalistów’ (od marketingu raczej) sposobami na wszystko co dziecka dotyczy – od wyboru smoczka, przez szczepienia, syropki, językowe przedszkole, na wyborze odpowiednich studiów skończywszy. Daliśmy się zwariować, skala rynku „dzieciowego” w Polsce poraża – poradniki, poratele internetowe, gazetki dla dzieci, o dzieciach, dla mam, o mamach, dla rodziców, o rodzicach i już same nie wiemy, co by jeszcze… Przypomina to raczej ciężką harówę, żeby ze wszystkim zdążyć i niczego nie zaniedbać. Inaczej, gorzej czuję się mamą w Polsce; nadal nie przyzwyczaiłam się do tego, że ktoś inny niż dzieci mnie z tej roli ocenia oraz…. że muszę się w tej dziedzinie doktoryzować ;)

Styl rodzicielstwa slow parenting jest mi bliski. Staram się, aby w naszym domu dzieci nie żyły w pośpiechu i poczuciu, że ciągle coś, gdzieś muszą, dokądś się spieszą, coś je ominęło i są od kogoś gorsze. Jeszcze mają na to czas. Nie chcę się poddać nurtowi wpływów, że w poniedziałek psycholog, we wtorek logopeda, potem poradnia, lekarz od tego, lekarz od tamtego, warsztaty, angielski, basen, joga, karate, pianino, po drodze ADHD, znowu psycholog i koło się zamyka. Mama i tata – trenerzy małego skauta zdobywającego kolejne sprawności – sami zestresowani, zapracowani, ale przecież nie robią tego dla siebie, robią to dla dziecka. Tylko, czy aby na pewno dla niego??

I z tą refleksją zostawiam już państwa, zabieram się za konkretne dokładanie do świnki skarbonki a więc za pracę zawodową – już grubo po 22-giej przecież ;)

 
 

Dawno, dawno temu

Dodano 27 stycznia 2012, w Bez kategorii, przez popiatej

Dawno, dawno temu, za lasami, za górami, prowadziłam blog emigracyjny sAmeryki. Blog już nie działa w sieci, na komputerze mam jednak zachowane stare html-e dla potomności. I dla przytomności, jak się okazuje. Odkopałam przypadkowo na starym dysku i ot, co sobie wtedy wykrakałam, naiwna. Że mi w ojczyźnie samochodu nie ukradną, domu nie obrabują, o podatkach i państwie też coś tam było, hehe.

Normalnie aż strach do pociągu teraz wsiąść…

 

Walczę

Dodano 27 stycznia 2012, w Bez kategorii, przez popiatej

Styczeń upływa mi pod znakiem walki. Walki z nowym szablonem w blogu – stary przepadł bezpowrotnie podczas eksperymentowania z facebokowymi  gadżetami. Walczę o naprawienie dwóch obiektywów, laptopa i aparatu. Ogólnie siadło mi dużo od Nowego Roku ale nie chęć walki.

Czym dłużej jednak trawię cenne godziny na poprawianie wyglądu notek i zdjęć w blogu.pl, tym większą mam ochotę stąd uciec. Szablony są mniej niż przyjazne, choć darmowe więc narzekać zbytnio nie wypada. Myślałam, że polubię ale jednak nie. Będą przenosiny na inny serwer wkrótce, jak skończę się przeprowadzać to poinformuję uprzejmie. Do zobaczenia :)

 

Krakow for kids – new blog in English

Dodano 11 stycznia 2012, w Bez kategorii, przez popiatej


http://krakow-kids.blogspot.com

Kraków jest miastem wielokulturowym nie tylko dzięki turystom zjeżdżającym do nas ze świata. Wśród naszych przyjaciół i znajomych mamy przedstawicieli kilku narodowości. Ludzi, którzy mieszkają w Krakowie od wielu, wielu lat, ale także takich, którzy goszczą tu od niedawna lub jedynie chwilowo – na kilkumiesięcznym kontrakcie, na dłuższych wakacjach, na emeryturze. Przy okazji pozdrawiam.

Poznajemy się w różnych okolicznościach przyrody, najczęściej jednak przez… dzieci. W przedszkolu, na zajęciach dla maluchów, na placu zabaw, na kawie. I czym nas więcej, tym bardziej uświadamiam sobie, że o ile w Krakowie dla dzieci dzieje się wiele, o tyle w sieci mało pisze się o tym po angielsku.

A wydaje mi się, że jest dla kogo.

I zamiast wysyłać kolejnego maila po angielsku do nowoprzyjezdnych koleżanek pomyślałam, że napiszę coś [całkiem subiektywnie] w sieci o miejscach dla dzieciaków, w których bywamy i które lubimy. Bo ciągle gdzieś nas nosi, czemu nie zebrać tego w jednym miejscu, może komuś się przyda.

A że aparat to po dzieciach moje drugie hobby, będzie oczywiście fotograficznie. Ja sama zanim się gdzieś wybiorę lubię „zobaczyć” jak tam jest. Żeby nie jechać w ciemno. Zdjęcia wiele mówią, jak duże jest pomieszczenie, czy zabrać kapcie bo nie ma wykładziny, itp. itd.

Bloga dopiero co zaczęłam, więc na razie pustki ale będzie więcej. Obiecuję i zapraszam:
http://krakow-kids.blogspot.com

I uprzejmie proszę o pomysły, wiem, że np. przydałoby się dodać info o tym, jak dojechać komunikacją miejską ale z tym, przyznaję, u mnie na bakier. Nie korzystamy. Może ktoś by coś mógł?

 

Gdzie kucharzy trzech….

Dodano 8 stycznia 2012, w Bez kategorii, przez popiatej

…tam trzeba się sporo n a e d y t o w a ć.  Sceny walk na przedmioty kuchenne przeróżne usunięto przy montażu w celu utrwalenia tezy, że trojaczki to miłe, kochane, słodkie i łagodne stworzenia są.

Zawsze.

I bawią się zgodnie i uroczo też. Razem. Ładnie.

Zawsze.

A resztę się wytnie.

Zapraszam na film.

 

Ps. It’s OK, ja też Ich często nie rozumiem…

 

Poczytaj nam, tato.

Dodano 8 stycznia 2012, w Bez kategorii, przez popiatej

Postanowienie noworoczne nr 1. Wyczarować czas na książkę w każdy wieczór.

I tu podzielę się przymyśleniami dotyczącymi książek dla małych dzieci. Takich, co to same jeszcze czytać nie potrafią. Dlaczego godzimy się, rodzice dzieci, nauczyciele przedszkoli, czytać tekst do góry nogami? Przy sztukach iluś tam nie ma jak leżeć z dzieckiem u boku. Siedzi się naprzeciwko, w grupce, jak w przedszkolu. Jak ja marzę o książce, którą mogłabym trzymać przed nosami gromadki i jednocześnie czytać tekst skierowany do mnie, czyli do góry nogami w odniesieniu do obrazków. Czy są gdzieś takie książki, czy coś mnie ominęło? A może tylko ja mam taki problem? 

 

1/1/2012

Dodano 1 stycznia 2012, w Bez kategorii, przez popiatej


Pierwszego dnia stycznia wszystko wydaje się możliwe. I takie łatwe, w końcu cały rok przed nami. Na pewno zdążę zrobić to i tamto, osiągnąć, zmienić, zacząć, dokończyć, przestać, napisać, przeczytać, przebaczyć…

Aby optymizm noworoczny trwał w nas i pierwszego dnia lutego i piętnastego marca i podczas listopadowej szarugi. Tego sobie i Państwu życzę. Oraz zdrowia i szczęścia. I aby ten rok przeżyć. Po prostu i aż tyle.  

 

Czas Kultury

Dodano 30 grudnia 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

Antologia tekstów matek-blogerek.

Też tam jestem. W doborowym towarzystwie :)

Wydał nas Czas Kultury jako dodatek do numeru 4/2011.

Zapraszam do Empiku.

Więcej informacji o inicjatywie "Macierzyństwo bez lukru" tutaj.

 

Gdybym miała służbę…

Dodano 26 grudnia 2011, w Bez kategorii, Święta, przez popiatej

…tobym sobie usiadła.

I spełniłyby się życzenia spokojnych świąt.

A że nie mam, to o spokoju na święta mogę jedynie pomarzyć. Jak wszystkie podejmujące panie domu, podejrzewam.

Biegam, stawiam, odnoszę, podaję, planuję, pilnuję, dosmażam, wycieram, nalewam. A i tak z niczym nie nadążam. I tak wszystko zimne, nie takie. Dzieci zapchane bułką z masłem już przy przystawce, ciężko, oj ciężko wysiedzieć im do końca wieczerzy. Starszy Brat poucza Młodszego, że to raz w roku, że trzeba, to taka tradycja, symbol… Autorytet działa.

Zabiegana. Zestresowana. Nieuczesana. Taka jestem. Takie jesteśmy.

Kolejne święta mignęły mi przed nosem, zatrzymane w kadrze chwile pozwalają dopiero dziś zatrzymać się, popatrzeć, zamyślić. Wszystko dzieje się szybko, za szybko jak dla mnie. Chciałabym świąt leniwych i spokojnych, jak to się robi, że się nic nie robi???

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Otagowane:  

Dziś Wigilia

Dodano 24 grudnia 2011, w Bez kategorii, przez popiatej


 

Pierwszy śnieg

Dodano 22 grudnia 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

Rozpoczęła się kalendarzowa zima, zaczęło odliczanie do wiosny. Całe dwie minuty mniej ciemności każdego dnia! W Krakowie sypie pierwszy śnieg a ja zdążyłam zaliczyć pierwszą bitwę na śnieżki, były pierwsze sanki i mini-kulig po osiedlu w kozakach na obcasach :) To nic, że po ciemku, było bardziej niezwykle. Wymodlony biały puch, światełka, choinka i renifer w ogrodzie, pies z dzwoneczkiem u szyi i rechot Gabryśki szalejącej na sankach. Bomba :)

Do świąt już naprawdę blisko. Za blisko.

Jestem w polu z przygotowaniami ale nie przejmuję się tym. Zdążę.

Chyba.

Na razie odpoczywamy po urodzinach i spotkaniach. Poznajemy, zwiedzamy. Szopki krakowskie nas zachwyciły, Wedel urzekł wystrojem ale nie było szans na wolny stolik dla dużej rodziny, poszliśmy tradycyjnie do Cafe Rodzinka na Floriańskiej.

Później spacer bezśnieżnymi jeszcze uliczkami Starego Miasta, zajęcia w domu kultury, jazda konna Kuby a do wieczorynki pierniczki z choinki.

I choć niełatwo jest dogodzić towarzystwu, załagodzić kłótnie, nie zwariować przy okazji i nie zgubić nikogo po drodze, takie dnie jak dzisiejszy napawają mnie energią i optymizmem. I dają siłę na pokonanie własnych słabości, zmęczenia i ponurych myśli.

Jutro staję w kuchni a dziś jeszcze kilka zdjęć bez okazji, do zapamiętania.

 

 


 

Ene, due, dziś świętuje… Gabrysia

Dodano 21 grudnia 2011, w Bez kategorii, przez popiatej



Wszystkiego dobrego, Gabuniu :)

 

Ene, due, dziś świętuje… Karolina

Dodano 20 grudnia 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

Wszystkiego najlepszego, Karolinko :)

 

Ene, due, dziś świętuje… Filip

Dodano 19 grudnia 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

Wszystkiego najlepszego, Synku :)


Wyprawienie urodzin trojaczkom wbrew pozorom nie jest łatwe. Jedna impreza hurtowo? Dwa lata wyprawiania „trojaczkom” jakoś mi nie leżały. Poszłam w końcu po rozum do głowy i postanowiłam wyprawić urodziny Dziecku, trójce Dzieci notabene, a nie stworowi słowotwórczemu pt. trojaczki.

I tak mamy 3 imprezy w 3 dni na 3-cie urodziny 3-ki dzieci.

Losowaliśmy kolejność. Pierwszy dzień urodzin, pierwszy tort, przyjęcie i prezent padły na Filipa. Załapał się też chłopak na urodzinową wycieczkę do Parku św. Mikołaja, w którym odstawił piękną urodzinową schizę bo bezduszni rodzice nie pozwolili po raz 5468 postać na mrozie i popatrzeć na tańczące małpki… Małpa i słoń to obok kolejek jedyne, co w zyciu Gucia ma obecnie sens. Tort się więc spodobał. Nawet za bardzo – długo nie pozwalał małpy pociąć :(

Na jutro torcik dla Karolinki, we wtorek dla Gabrysi. Każdy inny, a jakże, ma być wyjątkowo i indywidualnie, nietrojaczkowo. Niech tylko nikt nie każe mi stawać przed lustrem przez najbliższe tygodnie. Podliczyłam dzisiaj sobie, że na jeden miesiąc od 20 listopada do 19 grudnia przypadnie nam 7 tortów urodzinowych na 4 dzieci. Bo babć i dziadków u nas sporo, znajomych i przyjaciół też trochę więc i okazji do świętowania dużo :) A przecież nie samym tortem człowiek żyje, święta za pasem, i tak będzie u nas… co roku.

 

Świątecznie, świąteczniej, najświąteczniej

Dodano 14 grudnia 2011, w Bez kategorii, przez popiatej



Choinka już stoi. Nawet wyższym gałęziom maluchy dały radę.



Fabryka lizaków na Gołębiej zaliczona, już wiemy gdzie Mikołaj zaopatruje się w łakocie :)



Dekoracje świąteczne tworzymy na bieżąco. Czekam już tylko na śnieg…

 

Przyjaciele. Miło na Nich patrzeć :)

Dodano 10 grudnia 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

 

 

 

 

 

 

It’s never too early

Dodano 30 listopada 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

Listy do św. Mikołaja pofrunęły wysoko, wysoko nad krakowskim rynkiem w ubiegłą niedzielę.

Ciasto piernikowe leżakuje od dawna, małe pierniczki czekają na dekoracje, ozdoby świąteczne i kartki częściowo zrobione, częściowo zakupione, kalendarz adwentowy zawisł w oknach, w naszym domu zagościła magia świąt.

 

 

 

Bardzo lubię czas wielotygodniowego oczekiwania na Boże Narodzenie. Korzenne zapachy wypełniają dom za dnia, wieczorami pachnie palonym drewnem z kominka. I choć za oknami nadal nie ma śniegu, czuję już atmosferę świąt i czekam na nie z niecierpliwością.

Dzisiejsze zadanie z kalendarza adwentowego nieprzypadkowo zbiegło się z andrzejkami. Były wróżby, było lanie wosku, wiem już jakie imiona będą nosiły moje przyszłe synowe i zięciowie (Dafne, Lampa, Kuba, Tristan). Dużo śmiechu i trochę magii na zakończenie dnia :)

 

 

Koperty adwentowe kryją w sobie jeszcze masę niespodzianek. Pomysł na kopertowy kalendarz zaczerpnęłam z blogu Ewy. Tak bardzo spodobał mi się u Niej w zeszłym roku. Zadania wybierałam pod kątem rodziny. Nieczęsto mamy okazję robić coś razem w szóstkę. Tata we dnie i wieczorami zajęty a przecież jaka to różnica, kiedy tańczy się z mamą i tatą! Będziemy w grudniu częściej wyciągać tatę z domowego biura :)

Wybierzemy się razem po choinkę, zrobimy długi łaćnuch i aniołki na choinkę. Na sobotę
kompletujemy i zawozimy paczkę świąteczną dla wielodzietnej rodziny w potrzebie, przed nami dni oczekiwania i dni…. świętowania. Dopiero co skończyły się przyjęcia urodzinowe Kuby, Święto Dziękczynienia celebrowane w tym roku w towarzystkie nowopoznanych Amerykanów, za chwilę Mikołaj, urodziny trojaczków, święta. Taki to czas świętowań. Lubię go bardzo.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Osiemnastka 2023

Dodano 23 listopada 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

Do 2023 na szczęście całkiem daleko :) Na razie jest szóstka.

Z okazji urodzin Kuby ściągnęłam ze strychu akordeon i zagrałam Mu sto lat, odśpiewałam swoje, przyjęciem doprawiłam, tort szwarcwaldzki – na ile umiałam – stworzyłam, prezentem okrągłym obdarowałam i jubilata starannie, ze wszystkich stron, wyściskałam.

Był superowy weekend.

A mnie na refleksje się zebrało. Jakoś przełomowo odbieram te szóste urodziny Kuby. Zaraz skończy się przedszkole, rozpocznie etap szkolny, koniec beztroskiego wylegiwania do ósmej rano w tygodniu, koniec czteromiesięcznych wakacji i zawsze usprawiedliwionych nieobecności :) Początek nowego, wkraczanie w dorosłość. Też będzie fajnie ale jakoś mi tęskno do małego Kubusia-łobuziaka z ostatnich lat. Już nigdy nie będziesz trzylatkiem…

Byłeś i jesteś, Synku, chłopcem, jakiego sobie wymarzyłam. Dobrym i wrażliwym. Radosnym, mądrym i kochającym. Ten rok był ważny w Twoim życiu – zmieniłeś się, uspokoiłeś, coraz bliżej Ci do dorosłego niż do dziecka. Dużo w Tobie mądrości, refleksji, coraz więcej taktu i wyczucia. Zadziwiasz mnie swoimi zdolnościami, swoją siłą, twórczymi pomysłami, mądrymi wypowiedziami. Jest Ciebie pełno w moim życiu i dbasz o to, aby zawsze być na pierwszym planie. Mam do Ciebie słabość, z czego oboje doskonale zdajemy sobie sprawę :) Jesteś moim wielkim przyjacielem, uwielbiam nasze wieczorne pogaduchy. Czas zatrzymuje się w miejscu, nie ma hałasu, nie ma innych dzieci, jesteśmy Ty i ja. Mamy sobie jeszcze tyle do powiedzenia. I tyle mam jeszcze szarlotek do upieczenia dla Ciebie :) Całe życie przed Tobą, Kubusiu, nie zmieniaj się za bardzo. Jesteś moim całym światem i kocham Cię ponad życie.

Happy 6th Birthday!
Mama

 

Do roboty!

Dodano 17 listopada 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

Tym razem na Małym Rynku. Pierwsze zajęcia przesiedziane na kolanach mamy, drugie już bardziej samodzielne. Każde nowe miejsce napawa Ich niepewnością, potrzebują dużo czasu na pokonanie nieśmiałości, choć wydawałoby się, że w grupie raźniej.

Ogromna różnica między Nimi a Kubą, który w Ich wieku brylował w towarzystwie, rwał się do odpowiedzi na pytania, uwielbiał poznawać nowe dzieci i dorosłych. Zastanawiam się, na ile ma to związek z charakterem a na ile z tym, że Kuba od 12 tygodnia życia jest dzieckiem „placówkowym”. Maluchy pierwszy rok życia spędziły co prawda w żłobku ale od blisko dwóch lat są ze mną w domu. I trzymają się twardo przysłowiowej maminej spódnicy mimo, że dość dużo udzielamy się poza domem.

Nie wiem zresztą, czy to źle. Porównywanie dzieci z reguły nie ma sensu. Maluchy są na przykład bardziej od Kuby rozwinięte fizycznie i motorycznie. Cała trójka, choć w różnym stopniu. Po prostu inne dzieci. Gaba, Tola i Filip są zżyci ze sobą, lubią się razem bawić, psocić, mają swoje własne domowe przedszkole, gdzie – wydaje się – są szczęśliwe. Być może to jakaś solidarność grupowa? Wystarczają sobie nawzajem i niełatwo akceptują nowych w swojej grupie?

W każdym razie te (i inne) zajęcia są nie tylko dla maluchów dobrą lekcją rozwoju społecznego. I artystycznego, rzecz jasna. Także dla mnie jest to doskonała okazja do ćwiczenia cierpliwości i hmmm… jak by to zgrabnie ująć – wyjścia z roli kwoki. Mam tendencję do odpowiadania za Nich na „jak masz na imię” i tego typu, bo wiem (wydaje mi się!), że i tak nie odpowiedzą obcej osobie. Niedługo skończą trzy lata, czas przestać traktować Je jak bobasy :)

 

Kraków

Dodano 2 listopada 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

Do rynku od nas ledwie kilka kilometrów a wcale nie bywamy tam często. Nie bywaliśmy dotychczas, planuję to zmienić. Najciemniej, jak wiadomo, pod latarnią.

Krakowska jesień zachwyciła mnie na nowo. W zeszłym roku gubiłam się jeszcze w nowym mieście, czułam w nim bardziej jak turystka. Zamiast za detalami i okazałymi budynkami, rozglądałam się za znakami i nazwami ulic. Teraz trafiam w wiele miejsc bez GPSu. I bardzo jestem z siebie dumna, bo jazda/i parkowanie! po/w Krakowie do łatwych nie należą. A moja orientacja w terenie zawsze pozostawiała wiele do życzenia…

Rynek, Teatr Groteska, Planty, spacer, przejażdżka tramwajem, kawiarnia, gołębie, czyli nasza nowa, świecka tradycja :) Rodzinno- -świątecznie w Krakowie. Zapraszam.

(tu trochę mnie poniosło z saturacją ale nie mogłam sobie odmówić tego bajkowego widoku…)









 

Takie mam widoki. Nie narzekam :)

Dodano 28 października 2011, w Bez kategorii, przez popiatej














 

Cenne pamiątki

Dodano 24 października 2011, w Bez kategorii, przez popiatej


Najdotkliwiej odczułam utratę poczucia bezpieczeństwa.

Pozbawiono mnie również cząstki historii.

Nie mam zdjęć z ostatniego roku, były w skradzionym laptopie (jeszcze bez kopii zapasowej, tę robię co roku w grudniu, jak widać zbyt rzadko). Nie mam wakacyjnych filmów wideo nakręconych i nie skopiowanych jeszcze z kamery HD.

Żałuję, że pochłonięta projektowaniem i wykonaniem ogrodu nie znalazłam wystarczająco wolnego czasu, żeby opisać tu nasze wypady wakacyjne ilustrując je, jak zwykle, zdjęciami. Dziś, bardziej niż kiedykolwiek, doceniam to, że dzięki blogowi mam choć odrobinę cyfrowych wspomnień z ostatnich miesięcy.

Cenne pamiątki to dwa zdjęcia z Pobierowa, które się "uratowały". Miałam zamiar wrzucić je do bloga we wrześniu, były już na serwerze, pozostały tam do dziś.

Niewiarygodne jak wzruszające są dla mnie dzisiaj :)




 

Pytanie retoryczne

Dodano 21 października 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

Drzemka w pokoju dziewczyn była wyjątkowo długa i owocna.
I bardzo cicha :)

Nie pytajcie jak wygląda dywan…


Ps. Na pytanie o alarm i zabezpieczenia z poprzedniego wpisu o włamaniu wolę nie udzielać publicznie szczegółowych odpowiedzi. Były zabezpieczenia, teraz jest jeszcze więcej. Może pomoże :) Pies spał w domu w najlepsze, do obronnych to On z pewnością nie należy mimo rasy. To pies chowany ładognie, nie wyobrażam sobie mieć agresywnego psa w domu zresztą. Co do logiki, że sami się prosiliśmy o włamanie to przypomina mi to tłumaczenie na przykład gwałtu, że sama się prosiła, bo się ubiera wyzywająco. Tak to się da wszystko wytłumaczyć, no ale pewnie jakieś zmiany na blogu będą, myślę o tym. Pozdrawiam uprzejmie czytelników. I dziękuję za wyrazy empatii.

 

Nieproszeni goście

Dodano 7 października 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

Włamali się w nocy, chodzili po domu podczas, gdy my
spaliśmy na piętrze. Wzięli sprzęt, dokumenty, torebkę, telefon,
pieniądze, laptopa, kluczyki i odjechali moją Hondą spod domu. 

I tyle.

Nie śpię od tygodnia, nocami krążę po domu i boję się. Myślę co by było gdyby.

Archiwum bloga zahasłowałam, z wiadomych względów. Na razie tak musi być.

 

Pobierowo, Poland

Dodano 30 września 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

 

.

Dodano 28 września 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

 

I po

Dodano 22 września 2011, w Bez kategorii, przez popiatej

 

Frajda jest

Dodano 29 sierpnia 2011, w Bez kategorii, przez popiatej


Od dawna zbieram się do uwiecznienia letnich wojaży w blogu lecz zadanie to niełatwe i w tej chwili mnie przerasta. Za dużo.

Nie mogę uporządkować zdjęć, mam zaległości w pracy, na głowie nowe projekty ogrodowe a do tego zaraz wyjeżdżam z dziećmi na wczasy. Znowu :) Tym razem nad morze. To ostatni wrzesień na wakacjowanie z dziećmi, za rok Kuba będzie w pierwszej klasie.

Mimo braku weny i czasu, chciałam pozostawić tu ślad właśnie dzisiaj. Bo to dla mnie ważna data – rocznica naszego powrotu ze Stanów. I powiem tyle – Life is good! 

Dla zainteresowanych kilka migawek z albumów podróżnych. Polska zachwyciła mnie jeszcze bardziej podczas letnich wędrówek. Piękny mamy kraj! Cieszę się, że tu mieszkam.

















I zapowiedź nowego ogrodu. Robi się coraz gęściej :)

 

  • RSS